MANIFESTY I (AUTO)KREACJE. POLSKA LITERATURA DLA DZIECI I MŁODZIEŻY PO 1989 ROKU W KONTEKŚCIE STUDIÓW NAD NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ (NA PRZYKŁADZIE POWIEŚCI TEN GRUBY BARBARY CIWONIUK)

Guliwer 1 2015Dyskusje dotyczące tzw. trudnych tematów, uważanych za tabu, podejmowanych przez autorów literatury dla dzieci i młodzieży, trwają od przynajmniej trzydziestu pięciu lat. Jako jeden z przykładów tego rodzaju dyskusji należy przypomnieć sesję naukowo-literacką IBBY z roku 1978, która odbyła się w Würzburgu. Problematyka tej sesji była skupiona wokół tego, co uznawano wówczas, w latach siedemdziesiątych XX wieku, za tematy tabu, raczej niepolecane do rozmowy z dzieckiem. Do tematów uznawanych w tamtym okresie za trudne włączono między innymi narkomanię, seksualność, śmierć. Do szerokiego zakresu tematów tabu włączono także niepełnosprawność.

Nie ulega wątpliwości, że samo zjawisko niepełnosprawności jest tematem budzącym emocje, także ze względu na fakt, iż jest ono uwikłane w liczne meandry filozofii, polityki, religii czy edukacji. Z drugiej strony, tak zwane studia nad niepełnosprawnością (ang. disability studies) jako interdyscyplinarna metodologia badawcza mogą wnieść nowe spojrzenie na wiele dziedzin polskiego życia zbiorowego, umysłowego i artystycznego. Polska jest dość wdzięcznym polem badawczym pod kątem disability studies, ponieważ należy do bardzo nielicznych wyjątków zarówno na tle krajów zachodnich, gdzie w przeszłości dochodziło do masowej, odgórnej eksterminacji osób niepełnosprawnych o charakterze politycznym, jak i państw postkomunistycznych Europy Środkowej i Wschodniej, jako region, gdzie propaganda nie była zwrócona przeciwko osobom niepełnosprawnym ani nie dążono do ukrywania faktu istnienia różnych rodzajów niepełnosprawności. Mimo to brakuje na naszym rynku publikacji ujmujących dzieje kultury polskiej w poszczególnych okresach historycznych, rodzimej literatury, sztuki, polityki, życia codziennego i religijnego z perspektywy disability studies. W tym kontekście chciałabym poruszyć wspomniany już temat niepełnosprawności w polskiej literaturze dla dzieci i młodzieży (ze szczególnym uwzględnieniem powieści młodzieżowej), w której przemiany zachodzące w polskiej mentalności, technologii, zapisach prawnych, wreszcie – edukacji, są dość widoczne, mimo swojej subtelności.

Czym są studia nad niepełnosprawnością i co mogą one wnieść do badań nad polską „literaturą osobną”? Jaki pożytek może z nich wynieść literaturoznawca zajmujący się tekstami kultury przeznaczonymi dla młodego odbiorcy (choć, oczywiście, nie tylko dla niego)?

Początki disability studies jako nowego obszaru badawczego oraz metodologii w kręgu studiów kulturowych sięgają roku 1998, kiedy została opublikowana książka amerykańskiej badaczki Simi Linton Claiming Disability. Knowledge and Identity. Według autorki wspomnianej publikacji celem disability studies jest krytyczna refleksja nad niepełnosprawnością, jej historycznym i społecznym kontekstem. Obejmują one przede wszystkim relację między narracją o niepełnosprawności w środowiskach akademickich i społecznym dyskursem o niej oraz wynikającymi z nich praktykami życia codziennego, dlatego disability studies mają charakter interdyscyplinarny. Według Simi Linton niepełnosprawność jest fenomenem społecznym, politycznym i kulturowym, w przeciwieństwie do proponowanych jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w krajach zachodnich wizji niepełnosprawności jako zjawiska tylko i wyłącznie medycznego.

Z drugiej strony, badając polską kulturę (a w związku z tym – również literaturę) pod kątem dziejów i praktyk związanych z niepełnosprawnością jako fenomenem społecznym, należy mieć na uwadze wspomnianą już odrębność historii Polski. Proponowane przez Linton obszary badawcze mają bowiem odniesienie jedynie do kultury polskiej po 1918 roku, gdy narodziła się polska naukowa myśl pedagogiczna, skierowana na potrzeby dziecka niepełnosprawnego, przy równoległym tworzeniu instytucji badawczych, których celem było badanie różnych rodzajów niepełnosprawności już w niepodległej Polsce. Absurdem byłoby jednak stwierdzenie, iż przed 1918 rokiem nie było na ziemiach polskich osób niepełnosprawnych, stąd istnieje potrzeba stworzenia polskiego wariantu disability studies, ujmującego specyfikę polskiej kultury i historii. Wariant ten będę dalej nazywać studiami nad niepełnosprawnością.

Polska odmiana disability studies w związku z odmiennymi uwarunkowaniami kulturowymi obejmowałaby nie tylko badania nad rozdźwiękiem między dyskursem akademickim i praktyką społeczną, lecz przede wszystkim codzienne funkcjonowanie w lokalnej społeczności, wraz z towarzyszącymi mu ewentualnymi dysonansami między obrazem niepełnosprawności w otoczeniu a tym, jak postrzega siebie osoba niepełnosprawna. W odniesieniu do literatury obejmowałaby natomiast problem autokreacji niepełnosprawnego podmiotu. Bez wątpienia do jednej z kluczowych kategorii studiów nad niepełnosprawnością byłaby sugerowana przez Linton „ukryta dyskryminacja” – a więc różne strategie polegające na wykluczeniu niepełnosprawnego bohatera, nie wyrażane jednak wprost w toku narracji. Polska propozycja badań literaturoznawczych w perspektywie studiów nad niepełnosprawnością nie ujmowałaby więc tematu niepełnosprawności horyzontalnie (uniwersytet – społeczeństwo), lecz wertykalnie (użytkownik kultury – inny użytkownik kultury, natomiast w tekście literackim: bohater niepełnosprawny – inny bohater, niekoniecznie sprawny).

W niniejszym artykule chciałabym zaproponować próbę interpretacji jednej z powieści Barbary Ciwoniuk pt. Ten gruby. Wybór jest podyktowany faktem, iż w tym utworze postać niepełnosprawnej bohaterki wyraża pewne tendencje zachodzące w polskiej kulturze po 1989 roku, o których będzie mowa niżej.

Szczególnie interesujący w Tym grubym jest fakt, iż Adrianna, będąc bohaterką niepełnosprawną ruchowo, prowadzi swoją narrację dwutorowo – w świecie uznawanym za „realny” i na swoim blogu, co stwarza dla niej możliwość swobodnej kreacji samej siebie. Pierwszy wpis na blogu Adrianny może dostrczyć wglądu w sposób konstrukcji własnej tożsamości jako osoby niepełnosprawnej:

Na filmach psychologowie często radzą ludziom nieszczęśliwym, żeby opisywali, co ich boli, bo wtedy łatwiej znaleźć sposób na pozbycie się cierpienia. Może to i prawda, bo w Internecie pełno jest teraz różnych blogów ludzi samotnych i załamanych. Różne bywają przyczyny stanu ich ducha, ale często spotykaną jest fakt bycia osobą niepełnosprawną, inaczej ON. Te dwie literki oznaczają, że ktoś urodził się nieco inny od reszty albo w pewnym momencie życia ciężko zachorował lub uległ wypadkowi i nagle został wyrzucony poza krąg znajomych, a nieraz i rodziny. Że musi walczyć o powrót do życia, a czasem nawet o jego namiastkę. Od paru lat te dwie literki określają i mnie.

Interesujące przy lekturze wyżej cytowanego fragmentu blogowej wypowiedzi narratorki staje się jej własne postrzeganie w kontekście innych, aczkolwiek niewymienianych z imion i nazwisk, a zatem jedynie potencjalnych i podlegających przy tym generalizacji „osób niepełnosprawnych”. Adrianna nie przedstawia siebie na tle konkretnych ludzi z krwi i kości, lecz raczej sytuuje siebie w kręgu postulowanej, dość abstrakcyjnej grupy. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, iż pierwszy wpis Adrianny na jej własnym blogu staje się swoistym manifestem niepełnosprawnej tożsamości. Jednak najciekawsze w jej manifeście jest to, że narratorka z góry zakłada, że każda osoba niepełnosprawna zostaje odrzucona przez społeczeństwo, co oznacza pewną generalizację, a więc jej stwierdzenie niekoniecznie musi być całkowicie zgodne z rzeczywistością.

W jaki sposób Adrianna postrzega siebie na tle innych niepełnosprawnych blogerów? Interesujący staje się w jej konstrukcji swojej tożsamości kontrast między autokreacją w przestrzeni wirtualnej a tym, jak przebiega jej konfrontacja z rzeczywistością:

Teraz mój przyszły czytelnik natychmiast ucieknie z tej strony, bo zorientuje się, że nie znajdzie na niej nic ciekawego, tylko opis choroby i narzekanie. Zero wątków dotyczących miłości czy seksu. Może i jest w tym trochę racji, ale utyskiwać na zły los i opisywać swojej choroby naprawdę nie zamierzam. Dość naczytałam się blogów zaczynających się od słów: „Jestem niepełnosprawny i powoli tracę sens życia…”, „Mam 25 lat i jestem bardzo nieszczęśliwy, bo po wypadku opuściła mnie dziewczyna…’”, „Jestem niepełnosprawna i bardzo samotna. Proszę, wejdź tu, bo szukam przyjaciela…”‚.

Brak „utyskiwania na swój los” w istocie występuje tyko w autokreacji i narratorki, w stworzonym przez nią samą obrazie swojej osoby. Rozdźwięk między różnymi wizerunkami niepełnosprawności, szczególnie między jej wersją, wyobrażoną przez narratorkę, a rzeczywistą, tą, z którą ma do czynienia na co dzień, jest widoczny również w tym, jak Adrianna ozdabia swój pokój:

Mama starannie przyczepia plakat Nicka Vujicica do grubej tapety nad biurkiem i odchodzi, by z pewnej odległości ocenić swoje dzieło […] To dziwne, że mama, patrząc na uśmiechniętego Nicka, nie zasypuje mnie pytaniami w stylu: ,,Co mu dolega?'; ,,A co on takiego zrobił?”. Pewnie myśli, że to jeden z wielu młodych niepełnosprawnych, którzy biorą udział w projektach typu Bez barier czy Ponad granicami i zdobywają szczyty albo objeżdżają świat na wózkach. […] Dla mnie są to przyjaciele, którzy mnie nigdy nie zawiodą. Innych nie mam, a z tymi mogę się naprawdę zaprzyjaźniać, poznając ich twórczość. Są wśród nich sportowcy, politycy, naukowcy, pisarze, aktorzy, muzycy i inni artyści, których bardzo cenię.

Ograniczę się jedynie do interpretacji wyżej cytowanego, niewielkiego fragmentu dość obszernej narracji Adrianny. Warto dodać, iż jej galerię znanych osób niepełnosprawnych stanowią ludzie, którzy w XXI wieku stali się właściwie ikonami różnych rodzajów niepełnosprawności oraz różnych strategii radzenia sobie z nią. Przykładem takiej ikony może być John Nash, którego postać została przybliżona polskiemu odbiorcy tekstów kultury dzięki biograficznemu filmowi Piękny umysł (znamienne jest to, że premiera tego dzieła w Polsce miała miejsce na początku bieżącego stulecia, w 2002 roku). Kwestia niepełnosprawnych celebrytów, zajmujących już swoje miejsce w wyobraźni zbiorowej, jest na pewno zjawiskiem godnym dalszego zbadania. Adrianna w pewnym stopniu utożsamia się z postaciami z plakatów, ale inni bohaterowie (szczególnie jej nauczycielka) odnoszą się krytycznie do jej fascynacji, ujawniając przy tym emocjonalny i bezkrytyczny stosunek nastoletniej narratorki do jej idoli. Jedynym powodem, dla którego narratorka ma taki właśnie stosunek do wspomnianych postaci, jest fakt, że podobnie jak ona należą do grona osób niepełnosprawnych. Fakt ten przesłania jej rzeczywiste dokonania tych ludzi.

Emocje, zawarte w autokreacji niepełnosprawnego podmiotu, są dość wyraźne w powieści Ciwoniuk. Ich siła sprawia, że niepełnosprawność u narratorki Tego grubego przestaje być już wyłącznie sprawą osobistą nastoletniej mieszkanki małej miejscowości. Zaczyna pojawiać się w przestrzeni wirtualnej, na blogu (a więc tam, gdzie istnieje potencjalnie szeroka publika), wykraczając daleko poza pokój Adrianny. Jest rzutowana na nieznane jej w rzeczywistości osoby jako pewien element ich życia, mający ich odróżnić od reszty społeczeństwa, a jednocześnie, w tym kontekście, staje się czymś ocenianym przez narratorkę pozytywnie, ze względu na jej mocną identyfikację z politykami, naukowcami i artystami. Dodatkowo, Adrianna projektuje na tych ludzi swoje wyobrażenia dotyczące ich niepełnosprawności, jednakże ich „walka z chorobą”, o której wspomina, nie ma żadnego odniesienia do działań, a raczej ich braku, ze strony samej bohaterki w celu dążenia do „powrotu do świata żywych”.

Ten gruby może być więc odczytywany jako wyraz pierwszego literackiego manifestu niepełnosprawnego podmiotu XXI wieku w polskiej powieści młodzieżowej. Podmiotu, który jest pełen wewnętrznych sprzeczności, dla którego niepełnosprawność jest jednocześnie źródłem frustracji i inspiracji. Jest to zupełnie nowe ujęcie niepełnosprawności, już nie jako diagnozy medycznej lub problemu zdrowotnego w ogóle, ale jako zjawiska wielowymiarowego, uzależnionego od subiektywnego postrzegania jednostki i jego własnych decyzji.

Studia nad niepełnosprawnością, jako kolejna propozycja interpretacji dzieła literackiego (także tego wchodzącego w skład literatury czwartej), mogą udzielić wielu odpowiedzi na pytania dotyczące nie tylko samego zjawiska niepełnosprawności, ale także odnośnie do kultury danego narodu, grupy etnicznej bądź okresu historycznego. Polska odmiana disability studies może stać się atrakcyjnym wariantem interdyscyplinarnej metodologii, pod warunkiem uwzględnienia specyfiki rodzimej historii oraz kultury, jak również może sprowokować do twórczej refleksji na temat miejsca naszej kultury, a także literatury w świecie.

 Autor: Alicja Fidowicz

Recenzja: A jeśli zostanę…

magazyn-literacki-ksiazkiWiktoria nie ma łatwego życia. Nagle musi opuścić świat, który znała od zawsze i odnaleźć swoje miejsce w nowej, trudnej rzeczywistości. W wypadku giną jej rodzice, a ponieważ nikt z krewnych nie jest w stanie zająć się i nią i jej malutkimi siostrami, dziewczyny muszą pogodzić się z decyzją o rozłące. Na domiar złego, wszystko, co do tej pory było Wiktorii bliskie i znajome, zostawia za sobą i z rodzinnej wioski, w której życie rządzi się zupełnie innymi prawami, przenosi się do wielkiego miasta. Świat zdaje się tam obcy i groźny. Zasady, którymi rządzi się miasto są dla niej niezrozumiała. A na jej drodze pojawi się jeszcze wiele niespodzianek… Bo poza dość nieprzyjemną kuzynką, nową szkołą, klasą eksperymentalną i konsekwencjami, jakie może wywołać Internet w służbie zawiści, pojawią się jeszcze rozterki miłosne pierwszego zakochania i przejmująca tęsknota za domem, rodzicami i siostrami.

A jednak, bo przecież jakże by mogło być inaczej, wszystko zmierzać będzie do mądrego i optymistycznego zakończenia.

Niektórym ta książka może wydać się nieco naiwna. Trochę jak zasady pani Sawickiej (a właściwie Rona Clarka, bo to na podstawie jego badań powieściowa nauczycielka Wiktorii pracuje z młodzieżą), a jednak, jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to właśnie w tej naiwności zawiera się urok „A jeśli zostanę…” Barbary Ciwoniuk. Zwłaszcza, że trafność spostrzeżeń Wiktorii, kiedy z zadziwieniem obserwuje zachowania współczesnych ludzi pędzących z tłumem w wielkim mieście, ich zaślepienie i wrogość (tym silniej widoczne w skonfrontowaniu z postawą Wiktorii). Zdaje się, że jednak warto czasem spojrzeć na świat oczyma dziecka czy nastolatka. Może się okazać wtedy, że patrząc w tę samą stronę, co zwykle, zobaczymy zupełnie inny świat…

Nie bądźmy więc za starzy, by od czasu do czasu czytać książki dla młodzieży i nie dajmy się zwieźć pozorom, że młody człowiek nie wie nic o życiu. Podobno wiek, to stan umysłu. I zdaje się, że ta zasada działa w obie strony.

Recenzja napisana dla Magazynu Literackiego Książki

Autor: Ula Witkowska

Książka zamiast psychoterapii

Barbara Ciwoniuk jest pisarką, która doskonale rozumie młodych ludzi. Gdyby tak nie było, nie pisałaby tak dobrych powieści młodzieżowych. Po przeczytaniu kolejnej już książki tej autorki, stwierdzam, że wszystkie powinny znaleźć się w ręku każdego nastolatka. Także w „Uciec jak najbliżej” czytelnik znajdzie odpowiedzi na wiele z zadawanych sobie pytań i rozwiązania wielu dotykających go problemów.

Nie chciałabym znów być nastolatką. Po trzydziestce też można chodzić w trampkach i legginsach, a nie trzeba bać się klasówek szkolnych oraz nie trzeba stawiać czoła niedojrzałym i często naprawdę irytującym kolegom i koleżankom z klasy. Dojrzewanie to bardzo trudny okres, zwłaszcza w czasach współczesnych. Żaden błąd nie zostaje zapomniany, ponieważ bardzo szybko dokumentowany jest na Facebooku. Każdy dziś może zrobić zdjęcie komórką i posłać je w świat, opowiadając w ten sposób o potknięciach znajomych. Do tego trzeba dodać problemy w domu. Niewielu jest takich rodziców, którzy poważnie traktują nastolatków, potrafią z nimi szczerze porozmawiać i im zaufać. Brak porozumienia między dorosłymi i dziećmi doprowadza do konfliktów międzypokoleniowych, które czasem kończą się tragedią. O tych problemach opowiada Barbara Ciwoniuk w „Uciec jak najbliżej”, opowieści, w której poznajemy świat, w jakim żyją współcześni, młodzi ludzie. Niewielu z nas potrafi dostrzec, jak trudno młodzieży jest przetrwać w szkole czy pośród najbliższych.

Główną bohaterką i narratorką powieści jest Justyna, Tyśka. Dziewczyna ma dwóch braci. W jej domu panuje napięta atmosfera. Ojciec uważa, że jego zdanie jest najważniejsze. Nie umie okazywać uczuć, nie rozmawia szczerze z dziećmi, nie może porozumieć się z żoną. Wszystko to wkrótce doprowadza do tragedii. Jeden z braci Tyśki ucieka z domu. Nastolatka musi ponadto borykać się z problemami szkolnymi i miłością do Zacha, który przeprowadził się do innego miasta. Nie można tu nie wspomnieć i o problemach koleżanek, którym także spróbuje sprostać.

Jeśli „Uciec jak najbliżej” jest waszą pierwszą powieścią Barbary Ciwoniuk, zaraz po jej zakończeniu sięgnijcie po „Własny pokój” i „Ten gruby”. Spotkacie w nich kilka tych samych postaci. Uzupełnią one pewne luki w historii opowiadanej w „Uciec jak najbliżej”. Jestem przekonana, że po przeczytaniu tych powieści, sięgnięcie jeszcze po inne książki autorki.

Kiedy zastanawiam się nad wartością powieści Barbary Ciwoniuk, dochodzę do wniosku, że są jak dobra psychoterapia. Każdy młody człowiek może po nie sięgnąć, by znaleźć wiele propozycji rozwiązań dotykających go problemów. W „Uciec jak najbliżej” nastolatkowie będą mogli przyjrzeć się swojemu życiu z nowej perspektywy. Wiele o sobie dowiedzą się z tej książki także dorośli.

Magdalena Żerek

NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI

Guliwer 2 2013Olimpia Gogolin

NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI

Za dobry film powinno uznawać się ten, który zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie nieustannie wzrasta. Czy zasadę tę, wyznawaną przez Alfreda Hitchcocka, można odnieść także do książki Barbary Ciwoniuk Rokko? W pewnym stopniu tak. Akcja powieści rozpoczyna się pewnego ranka, kiedy dźwięk domofonu budzi Rocha Deczyńskiego, głównego bohatera opowiadanej historii. Wyrwany ze snu nastolatek niechętnie podnosi się z łóżka. Idąc do drzwi, mija kolejne pomieszczenia, a każde z nich wygląda tak, jakby w nocy przez dom przeszło tornado. Bałagan ten jest pozostałością po przyjęciu (te dość regularnie urzą­dza ojciec Rokka). Chłopiec spodziewa się ujrzeć za drzwiami nielubianą panią Gienię, która przychodzi do nich sprzątać oraz gotować. Kiedy na progu zamiast dawnej gosposi pojawia się młoda, ładna dziewczyna, któ­ra w dodatku informuje nastolatka, że odtąd będzie u nich pracować, Rokko nie od razu pojmuje, co się dzieje. Skrępowany tym, jak wygląda dom, niespodziewanie zaczyna się tłumaczyć. Nie mniejsze zaskoczenie czeka go w szkole (bohater uczęszcza do gimnazjum), do której przychodzi spóźniony. Już na pierwszej lekcji dowiaduje się, że przegapił kolejny wybryk klasowego kolegi, Lasera. Nie był to bynajmniej pierwszy ani, jak się później przekonamy, ostatni bunt znanego w całej szkole Wiktora. Uczeń ten, nie tyle odrzucony przez kolegów, ile raczej od nich stroniący, otwarcie okazuje swoją niechęć do szkoły, która owocuje kolejnym już brakiem awansu do następnej klasy. Postawa ta siłą rzeczy przekłada się na stosunek nauczycieli wobec niepokornego chłopaka. Przy tej okazji warto podkreślić, że Barbara Ciwoniuk dość dokładnie zarysowuje postacie kilku nauczających, a obraz, jaki wyłania się z kart jej książki, nie zawsze stawia ich w dobrym świetle.

Opisując wszystko z perspektywy nastolatka, autorka nie boi się wskazywać błędów, jakie mogą popełniać dorośli. I nie chodzi tu jedynie o nauczycieli. Poważnych omyłek nie wystrzegł się również ojciec Rokka. Choć, będąc sławnym pisarzem, przez wielu uznawany jest za geniusza, w oczach syna daleko mu do doskonałości. Nocne imprezy i coraz to nowsze kochanki budzą w młodym Deczyńskim awersję. Cieniem na relacjach chłopca z ojcem kładzie się tragedia sprzed lat. Śmierć matki tytułowego bohatera, tajemnicze okoliczności, w jakich do niej doszło, a także niechęć bądź nieumiejętność szczerej rozmowy na temat bólu i własnych emocji budują pomiędzy ojcem a synem mur niezgody. Kumulujące się w chłopcu uczucia zmuszają go do sięgnięcia po radykalne środki.

Obok tak poważnego tematu, któ­ry równoważony jest elementami humorystycznymi, w książce pojawiają się i inne wątki. Należy do nich między innymi pierwsze zauroczenie płcią przeciwną. Niejako na marginesie, Ciwoniuk tradycyjnie porusza też inne, powszechnie znane kwestie, w tym te odnoszące się do ekologii czy osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Rokko odznacza się wartką fabułą, któ­ra została opowiedziana płynnym językiem. Całą historię przybliża czytelnikowi główny bohater. Sposób, w jaki się wypowiada, dobrze koresponduje z jego młodym wiekiem. W tekście nie brakuje również „mocniejszych” słów, jak na przykład przewijają­cego się dość często wyrażenia „kuźwa”. Dzięki temu, że zaznajamiamy się z uczuciami, przemyśleniami czy nawet pragnieniami nastolatka, opowiadana historia staje się czytelnikowi szczególnie bliska, jakby wszystko rozgrywało się na oczach odbiorców. Ponadto fakt, że przybliża ona przedstawicieli różnych środowisk (od tych zamożnych, jak rodzina Deczyńskich, aż do biednych, jak rodzina jednego z przyjaciół Rokka), uświadamia odbiorcom, że nie tylko tam, gdzie panuje bieda czy patologia, ale i w tzw. porządnych domach, na które wielu spogląda z zazdrością w oku, rozgrywać się mogą ludzkie dramaty.

Ciwoniuk, Rokko, Wydawnictwo, „Literatura”, Łódź 2013

W SZPONACH RZECZYWISTOŚCI

Guliwer 1/2013

 Guliwer 1 2013Barbara Ciwoniuk daje się poznać przede wszystkim jako autorka pisząca dla młodzieży. Jej książki aż trzykrotnie zosta­ły docenione przez Polską Sekcję IBBY, czego dowodem są dwie nominacje (pierwsza w kategorii Książka Roku IBBY dla powieści Ania, druga to nominacja Igora do programu „Outstanding Books for Young People”) oraz jedno wyróżnienie (2011 r.) za utwór Musisz to komuś powiedzieć.

W swych tekstach pisarka porusza ważkie życiowe problemy, z jakimi boryka się nie tylko młodzież, ale i dorośli. Smaku tym – niejednokrotnie budzącym kontrowersje – kwestiom dodaje fakt, że są to zagadnienia, o których często się mówi i jeszcze czę­ściej słyszy. W ten schemat wpisuje się również książka o intrygującym tytule Uciec jak najbliżej, opublikowana przez Wydawnictwo Literatura w roku 2010.

B. Ciwoniuk stopniowo wprowadza czytelnika w kolejne przestrzenie kreowanego świata, a czyni to za pośrednictwem Justyny Szałeckiej, narratorki, a zarazem głównej bohaterki powieści. Zasadnicze rysy charakteru dziewczyny odbiorca ma okazję poznać już w trakcie lektury pierwszego rozdziału. Wyłania się z niego portret klasycznej nastolatki, uczennicy gimnazjum, której sposób wypowiadania się harmonizuje z młodym wiekiem. Prywatny świat Tyśki (tak nazywają Justynę jej znajomi), miłośniczki dzieł Szekspira, koncentruje się wokół szkoły, przyjaciół i pierwszej miłosnej fascynacji, Zacha. Nic zatem dziwnego, że rozłąka związana z wyjazdem chłopca przysłoni jej obraz problemów, jakie rozgrywają się tuż obok, na łonie rodziny.

Stan ten zmienia się diametralnie z chwilą, gdy z domu ucieka starszy brat Justyny. Okoliczności prowadzące do tego zdarzenia, jak i jego konsekwencje pisarka opisuje z wielką dbałością. Najpierw realnie oddaje napiętą – z powodu konfliktu pokoleń – atmosferę panującą w domu Szałeckich, potem zaś przybliża kolejne etapy przemian, jakie dokonują się w bohaterach. Prezentowany wachlarz (nieodmiennie sprowadzających się do cierpienia i oczekiwania) reakcji na tę tragedię uzupełniają konkretne wskazówki dotyczące sposobów radzenia sobie w podobnych sytuacjach. Ciwoniuk nie ogranicza się do podania nazw i adresów stron internetowych instytucji niosących pomoc rodzinom „uciekinierów”, ale przytacza fragmenty – dostępnego także w sieci www – wywiadu z psychoterapeutką.

Opisane zagadnienie staje się pretekstem do tego, aby uświadomić (chociażby poprzez przytoczoną statystykę) ogromną skalę problemu, jakim są nie tylko świadome ucieczki, ale również tajemnicze zaginię­cia wielu realnie żyjących osób.

Motyw ucieczki nie jest jedynym poruszanym w powieści tematem. Już od pierwszych stron czytelnik ma styczność z wieloma dobrze znanymi i niejednokrotnie poruszanymi w mediach wątkami, o których jednak mowa bardziej na zasadzie wzmianki niż dokładnego omówienia. I tak pojawia się kwestia oddawania osób starszych do domu opieki, motyw omdlenia młodej dziewczyny i zaskakującej reakcji obserwujących to zdarzenie ludzi, wątek zaakceptowania nowej – w dodatku – młodszej ukochanej ojca, kwestia wyśmiewania się ze szkolnego kolegi tylko ze względu na jego imię, a nawet problem sprzątania psich odchodów przez właścicieli.

Wszystkie te, jakże rzeczywiste, motywy czynią powieść autentyczną. Wrażenie to potęgują też przewijające się w niej tytuły znanych filmów (np. Shrek), ksią­żek (między innymi Ania z Zielonego Wzgórza L. M. Montgomery, Roland S. Kinga), a nawet nazwy batonów (Góralki). Elementy te, połączone z plastycznością opisów zdarzeń, stanów i emocji bohaterów, sprawiają, że to nie tyle czytelnik przenosi się w świat opisanej rzeczywistości, ile opisana rzeczywistość zdaje się wychodzić naprzeciw czytelnikowi.

Dlatego też można uznać Uciec jak najbliżej za pozycję interesującą nie tylko dla młodych, dorastających dziewcząt (będących głównymi adresatkami powieści), ale i dla ich rodziców.

Olimpia Gogolin

Barbara Ciwoniuk
A jeśli zostanę…

nk-noweW wypadku samochodowym giną rodzice kilkunastoletniej Wiktorii. Dziewczyna, przyzwyczajona do życia na łonie natury, niemal z dnia na dzień musi opuścić ukochaną leśniczówkę i przeprowadzić się do wuja i ciotki mieszkających w dużym mieście. Zmuszona jest rozstać się z młodszymi siostrami, które trafiają pod skrzydła drugiej ciotki. Przytłoczona biegiem zdarzeń, próbuje się odnaleźć w zupełnie nowej rzeczywistości; nie ułatwia jej tego traktująca ją z wyższością i pogardą kuzynka-rówieśniczka – z którą mieszka teraz pod jednym dachem – wraz ze swoimi równie bezwzględnymi koleżankami. Wiktoria musi m.in. zmierzyć się ze zjawiskiem charakterystycznym dla codzienności nastolatków; na internetowym forum odkrywa przepełnione nienawiścią, pogardliwe komentarze na swój temat.

Barbara Ciwoniuk wyspecjalizowała się w podejmowaniu trudnych tematów. W Igorze pokazywała trudy dorastania z dysleksją, w Tym grubym – problem (nie)radzenia sobie z własną innością (w postaci czy to niepełnosprawności fizycznej, czy to tuszy), z kolei w powieści Musisz to komuś powiedzieć z wyczuciem poruszyła temat homoseksualizmu.

Jednocześnie niemal każda z opowiadanych przez nią historii zawiera wątki związane ze szkolnym życiem bohaterów, takie jak konflikty w grupie rówieśniczej, relacje z nauczycielami, nawiązywanie przyjaźni itd. Nie inaczej jest i tym razem. Poruszający momentami obraz przeżywania żałoby po rodzicach (bohaterka, która może nieco zadziwiać niezłomną postawą wobec faktu pochowania swoich bliskich, w pewnym momencie „pęka” i werbalizuje żal i gniew w liście do zmarłej matki) oraz niełatwego procesu adaptowania się do nowych realiów (plus poboczny, ale istotny wątek pozbawionego słuchu psa i opieki nad nim) zostają splecione z opisem niezwykłej klasy, do jakiej trafia Wiktoria; wychowawczyni realizuje tu eksperymentalny program, który sprawia, że wśród młodzieży panuje – choć nie bez wyjątków – atmosfera szacunku i wzajemnej życzliwości.

Motyw 55 zasad szkolnego współistnienia, opracowanych przez Amerykanina Rona Clarka i przybliżonych przez Barbarę Ciwoniuk (program ów z przekonaniem propagującą), nadaje powieści rys oryginalności; całość nie jest może lekturową ucztą, ale daje do myślenia.

Weronika Kostecka

Nowe Książki 9/2012

Fafiki, Pimpusie, Znajdki i inne.
Domowy zwierzyniec od A do Z.

„Guliwer” 4/2012

„Guliwer” 4/2012

Wydane w 2012 roku przez Wydawnictwo „Literatura” w Łodzi Opowiadania o zwierzętach. Polscy pisarze dzieciom z pewnością zasługują na uwagę i zainteresowanie, choćby ze względu na sam pomysł zebrania adresowanych do najmłodszego odbiorcy tekstów o zwierzętach.
Nie ma bowiem chyba dziecka, które nie chciałoby mieć swojego zwierzaka, zaś przyjaźń ludzi i zwierząt niezmiennie od wielu pokoleń jest wdzięcznym tematem literackim, z użyciem którego w plastyczny sposób możliwe jest ukazanie najwznioślejszych uczuć miłości, wierności i przyjaźni.
Wydaje się, iż taki właśnie sposób przekazania wszelkich treści dydaktycznych, a może nawet ogólnoludzkich mądrości, jest szczególnie istotny w przypadku małego czytelnika, który w swej szczerości i dziecięcej otwartości doskonale czuje i rozumie świat zwierząt.
Omawiane opowiadania, śmiało wpisujące się w nurt literatury dla dzieci, poświęconej tematyce zwierząt, są dziełem współczesnych pisarzy polskich tworzących dla dzieci i młodzieży – znajdziemy tu nazwiska Joanny Papuzińskiej, Joanny Olech, Renaty Piątkowskiej, Pawła Wakuły oraz wielu innych.
Wśród zebranych licznych tekstów o psach, kotach, żółwiach, jeżach i innych, małych i większych przyjaciołach człowieka, znajdziemy zarówno te zabawne, pełne poczucia humoru (Anioł stróż Pawła Wakuły), jak i te wzruszające, chwytające za serce, gdy podczas czytania zakręci się łza w oku (Romeo i Julia Olgi Masiuk) czy po prostu budzące ciekawość, co będzie dalej, jak zakończy się historia (Cymcyk Grażyny Bąkiewicz).
Są jednak w książce, niestety, również i takie opowiadania, podczas lektury których trudno nie odnieść wrażenia, iż autorowi zabrakło pomysłu na interesująca fabułę i pisze on o tym „jak trudno jest napisać opowiadanie o zwierzątku”, tworząc  swoistą mataliteraturę, być może interesującą dla osoby dorosłej, jednak dla najmłodszego, a nawet nieco starszego, dziesięcioletniego odbiorcy literatury, zdającą się być zbyt dużym wyzwaniem (Opowiadanie o pewnym zwierzątku Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Wojciech Wróbel).
A jednak, pomimo, podkreślmy to, bardzo nielicznych opowiadań zamieszczonych w książce, które być może nie zawsze trafiają w gust małego czytelnika, pomimo drobnych mankamentów, w postaci, na przykład, powtarzalności pewnych wątków w kolejnych opowiadaniach (motyw znalezienia/otrzymania zwierzątka, motyw rodzinnego nadawania mu imienia), przez co wydaje się, iż u różnych autorów czytamy o tym samym, to jednak wartość książki jest nie do przecenienia.
Uczy ona wrażliwości, odpowiedzialności, szacunku – nie tylko wobec zwierząt, ale i drugiego człowieka. Jakże zaskakującym okazuje się być zwyczajne niby opowiadanie Joanny Jagiełło Urodzinek, w którym mały żółw – zwierzę dosyć niepozorne – staje się przyczyna diametralnej zmiany w postrzeganiu świata przez dwoje bohaterów, rodzeństwo, Milkę i Antka. Mieszkające w kamienicy nad starszą panią dzieci boją się groźnie wyglądającej sąsiadki, która w ich oczach jawi się jako rzucająca uroki czarownica. Dzięki zagubionemu żółwiowi odnalezionemu w końcu u staruszki, okazuje się, iż przerażająca dotychczas „wiedźma” to serdeczna i ciepła starsza pani – schorowana, trochę smutna, osamotniona, której nikt nie odwiedza. Dzieci zaprzyjaźniają się z sąsiadką, a opowiadanie ukazuje, jak mylne bywają sądy na temat drugiego człowieka, jak mało wiemy o tych, którzy mieszkają za ścianą. Uświadamia, że czasami warto zainteresować się innymi, bo być może potrzebują pomocy i niewiele trzeba, aby w ich życie wnieść radość.
Interesująca jest również próba ukazania świata dorosłych oczami dziecka w opowiadaniu Znajdek Barbary Ciwoniuk. Pragnący przygarnąć bezpańskiego psa Marcin konstatuje:
„Przez kilka dni opowiadałem rodzicom o Znajdku, ale nie zdołałem ich przekonać. Mieli mnie i to im wystarczało, nikogo innego nie chcieli już pokochać”.
Jakże trafne to spostrzeżenie, choć z pewnością dostrzegalne tylko z perspektywy dziecka – spontanicznego, dalekiego od choćby cienia kalkulacji. Człowiek dorosły świadomy jest, iż miłość (również do psa), to także odpowiedzialność za kochaną istotę, to również obowiązki, a tych, w natłoku codziennych spraw, dorośli czasami nie chcą, a czasami muszą uniknąć. Okazuje się jednak, że dzieci doskonale wiedzą, w czym tkwi problem. Podczas dyskusji na lekcji polskiego na temat odpowiedzialności wobec zwierząt, z ust uczniów padają słowa:
„ – Dorośli cały czas mówią o odpowiedzialności, a sami…
– …boją się wziąć małego psa czy kota! – Marek zręcznie kończy zdanie Edyty.
– Bo są wygodni – dorzuca Elwira”.
Ostatecznie w opowiadaniu Barbary Ciwoniuk bezdomnym psem Znajdkiem zajmuje się pewien „dorosły” – nauczyciel języka polskiego, który, jak domyśla się Marcin, uczeń piątej klasy:
„ Może wstydził się, że dopiero po naszej dyskusji… poczuł się naprawdę dorosły?”
Opowiadania o zwierzętach. Polscy pisarze dzieciom to książka, której odbiorcą mogą być zarówno pięcio-, sześciolatki, jak i dzieci z młodszych klas szkoły podstawowej. Kolorowe ilustracje Katarzyny Bajerowicz, Mikołaja Kamlera oraz Magdaleny Kozieł-Nowak zdobią strony kolejnych historyjek, dodając uroku całości wydawnictwa. I choć momentami mały odbiorca jakby łatwiej i szybciej przerzuca kartki, aby przejść do kolejnego opowiadania, to jednak ciekaw jest o czym będzie to następne – może właśnie o chomiku, szczurku, koszatniczce lub innym zwierzaku, z którym przyjaźni się młody czytelnik?

Beata Gdak

Seria dla nastolatków

tk_logoEwa Gruda – z wykształcenia polonistka, od 1998 roku kieruje Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie. Recenzentka książek dla dzieci i młodzieży, redaktorka „Świata Książki Dziecięcej” – dodatku do „Poradnika Bibliotekarza”. Autorka wystaw poświęconych książce dla młodego czytelnika, jurorka w wielu konkursach literackich. Powołała do życia Konkurs Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej, wyłaniający co roku książki wpisywane na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej.

Pamiętam czasy, kiedy książki pochłaniało się… seriami. „Klub 7 Przygód”, „Ważne Sprawy Dziewcząt i Chłopców”, „Portrety”, „Biblioteka Błękitnych Tarcz” – oto niektóre tytuły popularnych niegdyś serii młodzieżowych, w których wychodziły książki najznakomitszych pisarzy. Czytało się całe serie, nawet jeśli w bibliotece należało się na kolejną książkę zapisać, gdyż półki we właściwym miejscu wymownie świeciły pustkami. Logo i charakterystyczna obwoluta książek  z „Klubu 7 Przygód” gwarantowały spotkanie z przygodą i barwnym, nietuzinkowym bohaterem, pozostałe z przypomnianych serii dawały możliwość odnalezienia w książce własnych, często boleśnie trudnych, problemów dorastania.
W 2010 roku pojawiła się nowa seria przeznaczona dla nastolatków, która w dużym stopniu kontynuuje dobre tradycje sprzed lat. Jej wydawcą jest „Literatura” – oficyna o dwudziestokilkuletniej tradycji, zdobywca wielu nagród w liczących się konkursach na dobrą książkę dla młodego czytelnika.
Seria „Plus Minus 16″, bo o niej mowa, jest adresowana do czytelników obu płci, choć – znając gusta nastolatków – można przypuszczać, że sięgają po nią głównie dziewczęta. To one bowiem, mając po kilkanaście lat, chętniej śledzą różne scenariusze młodzieńczych losów – nawet, jeśli ich bohaterami są chłopcy. W dziewczętach dużo wcześniej rodzi się potrzeba definiowania uczuć i emocji, a także potwierdzenia, że to, co przeżywają (a przeżywają dużo i intensywnie), jest normalne. Dobrze się zatem stało, że serię zainaugurowały wznowienia dwóch powieści Adama Bandaja: Telemach w dżinsach i Gdzie Twój dom, Telemachu. Książki mistrza powieści detektywistycznej i przygodowej są znakomitą wizytówką serii. Ta współczesna (choć napisana ponad 30 lat temu) wersja przygód syna Odyseusza, mająca wszelkie walory powieści przygodowej i obyczajowo-psychologicznej, wciąż zachwyca płynnością narracji, wartką akcją i pomysłowością w kreowaniu postaci. Po książki Bahdaja sięgną zapewne i dziewczęta, i chłopcy.
Powieści składające się na omawianą serię mają w założeniu poruszać ważne sprawy okresu dojrzewania – pierwsze uczucia, relacje z rodziną i rówieśnikami, problemy szkolne, młodzieńcze pasje i uzależnienia. Obok tych spraw, wspólnych dla wszystkich nastolatków, książki z serii podejmują też tematy określane jako „trudne”. Mówią o rozbitych rodzinach, o nałogach, o chorobach i śmierci, o przestępstwach, przemocy, biedzie, sieroctwie i odrzuceniu. Do tej pory w serii „Plus Minus 16″ ukazało się szesnaście pozycji. Są wśród nich zarówno wznowienia, jak i książki wydane po raz pierwszy. Łączy je wiek głównego bohatera (bohaterki): plus minus 16. Odbiorca, jak wiadomo, może być nieco młodszy.
Ubiegłoroczny (2011) Konkurs PS IBBY Książka Roku był dla serii momentem triumfalnego zaistnienia w świadomości czytelników i badaczy literatury dla dzieci, bowiem aż trzy powieści znalazły się na liście nominowanych do nagrody, w tym jedna Musisz to komuś powiedzieć Barbary Ciwoniuk została przez jurorów wyróżniona. Jej początek zapowiada dość typowe przeżycia nastolatki, na które składają się kłopoty domowe, niepewna przyjaźń, niepewna miłość, małe poczucie własnej wartości. W miarę rozwoju akcji powieść nabiera rumieńców – w rodzinie bohaterki pojawia się chłopak z zagadkową przeszłością, wysłany przez rodziców na wakacyjną terapię. Znajomość z nim okaże się dla dziewczyny bardzo ważnym etapem w życiu, a dla czytelników – subtelnym wprowadzeniem w problematykę odmienności seksualnej. Skomplikowany obraz relacji w grupie rówieśniczej został w książce ciekawie powiązany z wątkiem warsztatów literackich na temat życia i twórczości Marii Konopnickiej.
Nominowana do nagrody Kawa z kardamonem Joanny Jagiełło stawia zasadnicze pytanie: czy dorośli mają takie samo prawo jak ich nastoletnie dzieci do popełniania błędów, czy też rodzicielstwo narzuca im konieczność bycia aniołami bez skazy – teraz i w przeszłości. I czy mogą oczekiwać od dzieci zrozumienia, w myśl chociażby starożytnej maksymy Errare humanum est…
Cała powieść ma nieco sensacyjną fabułę, będącą w istocie obrazem żmudnego budowania przeszłości rodziny na podstawie znalezionego przez bohaterkę starego zdjęcia i zainspirowanych tym faktem poszukiwań. Układance towarzyszą senne wizje nastolatki, które uzupełniają jej wiedzę o zdarzeniach sprzed lat. Przy tak skonstruowanej fabule nie razi nawet nieco melodramatyczne zakończenie, bo wprowadza ono oczekiwane przez czytelnika uporządkowanie rodzinnych puzzli.
Nominowaną w zeszłorocznym Konkursie PS IBBY jest także książka Kazimierza Szymeczki Czworo i kości – jedna z niewielu poruszających tematykę gier fabularnych i komputerowych. Dla jednego z bohaterów fikcyjny świat RPG staje się prawie śmiertelną pułapką. Jego koledzy muszą nagle zmierzyć się z ciężarem poczucia winy, a także zastanowić nad wpływem gier wyobraźni na inne sfery życia. Dużym atutem powieści są inteligentne, dowcipne dialogi oraz znakomicie pokazana relacja matki i dorastającego syna.
W roku 2012 seria „Plus Minus 16″ wzbogaciła się o pięć kolejnych tytułów: realistyczno-magiczną powieść Grażyny Bąkiewicz Syn złodziejki, dwie psychologiczno-obyczajowe powieści Barbary Ciwoniuk: A jeśli zostanę i Uciec jak najbliżej, o napisaną w konwencji fantastyki baśniowej powieść Ewy Zienkiewicz Pomyśl tylko życzenie oraz o sensacyjno-obyczajową powieść Kazimierza Szymeczki Wywrotka. I znowu, jak we wspomnianych wyżej zeszłorocznych laureatkach, i w tych książkach autorzy podjęli udaną próbę ujęcia w atrakcyjną formę literacką problemów o dużym ciężarze gatunkowym, takich jak śmierć rodziców i trudna odbudowa utraconego dzieciństwa, ucieczka z domu, konflikty rodzinne, przemoc grup przestępczych. Bohaterowie najnowszych powieści zostają postawieni w sytuacjach wymagających od nich znacznie większej dojrzałości niż wskazywałby na to ich wiek metrykalny. Fakt, że sobie radzą, ma znaczenie i dla nich, i dla identyfikujących się z nimi czytelników, bardzo często pozbawionych w okresie dojrzewania poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości.
Wydawnictwo zapowiada następne tytuły tej ciekawej i potrzebnej serii. Wypada zatem życzyć, by bibliotekarze wydzielili serię, a poświęcone jej półki, dzięki zainteresowaniu czytelników… świeciły pustkami.

„Twoja Księgarnia” 4/2012

Ten gruby Barbary Ciwoniuk

guliwer3

„Guliwer” 3/2012

Tytuł powieści dla nastolatków w wieku gimnazjalnym B. Ciwoniuk w wyraźny sposób, czytelny dla młodych odbiorców, nawiązuje do Tego obcego Ireny Jurgielewiczowej.
Książkę I. Jurgielewiczowej czytają z ogromnym zainteresowaniem kolejne roczniki uczniów i odnajdują w niej własne problemy i swoich znajomych. Często przeglądają się jak w lustrze w trudnych rozmowach nastoletnich dzieci z rodzicami. Główny bohater też jest chłopcem, wyobcowanym i zagubionym, który w dziecięcy sposób próbuje sobie poradzić z różnymi problemami. Imponuje młodszym od siebie dzieciom, ale sam także potrzebuje pomocy mądrych i odpowiedzialnych dorosłych.
Jacek, bohater powieści Barbara Ciwoniuk, także znajduje się w trudnej sytuacji. Wyobcowany i naznaczony piętnem fajtłapy, staje się ofiarą przemocy. Matka chłopca reaguje nieadekwatnie do sytuacji; próbuje swoją nadopiekuńczością zaradzić złu. Tato chłopca początkowo pokazany jest jako łagodny, ale i bezradny mężczyzna. Później się to zmienia. Obydwaj z synem otwierają się na siebie nawzajem. Pomoc ojca wiele dla Jacka znaczy. Kiedy znajduje się z dala od rodzinnego domu, gdzie zostają rodzice i cztery siostry, wspierany jest przez ciotkę, siostrę taty, dyrektorkę miejscowego gimnazjum.
Walka chłopca z nadwagą nie ogranicza się tylko do zrzucenia zbędnych kilogramów. Mimo młodego wieku zdaje sobie sprawę, że powinien się zmienić; odrzucić postawę zgody na wszystko i każde zachowanie wobec siebie, które całkowicie go ubezwłasnowolnia.
Losy Jacka spotykają się z dziejami Adrianny, która po wypadku samochodowym pozostaje tylko z mamą i jeździ na wózku. Dziewczyna ma przygotowany podjazd w mieszkaniu, ale nie decyduje się pojawić wśród ludzi małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, choć mieszka tam już trzy lata. Adrianna kontaktuje się wobec tego z dziewczynami w sieci. To Internet staje się jej oknem na świat. Jak pisze autorka, Adrianna jest nad wiek odpowiedzialna; korzysta z możliwości prowadzenia bloga i nie uzależnia się od Internetu.
Kiedy młodzi bohaterowie się spotykają, liczy się szczerość i otwartość. Kiedy dziewczyna zdaje sobie sprawę, że Jacek jej się podoba, zachowuje się dziwnie – odrzuca go, co z przykrością dostrzegają mama Adrianny i ciotka chłopca. Obie cierpliwie budują relacje przyjaźni w tym gronie, to dzięki nim Jacek się nie zniechęcił.
Opisane wyżej tematy nie wyczerpują samej powieści. Oto ciotka Jacka i mama Adrianny znajdują kochających mężczyzn, rozwiązuje się pozytywnie ciekawie prowadzony wątek zniknięcia gimnazjalisty, w czym pomaga właśnie, nowy w tym środowisku, Jacek.
Dorośli opisani w Tym grubym mają swoje wady, postępują nieetycznie, wykorzystują swe stanowiska. Z drugiej strony widać ich bezradność w wielu sytuacjach, np. w wychowywaniu dzieci, i wtedy są prawdziwi dla nastoletniego czytelnika.
Wartościowa książka Barbary Ciwoniuk, zakupiona dla zaprzyjaźnionej biblioteki miejskiej z dotacji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, leżała od dawna na stoliku nowości i nikt z niej nie korzystał. Co może być tego przyczyną?
Otóż otyły rówieśnik nie jest atrakcyjny dla dziecka. Kiedy przeprowadzono eksperyment w Stanach Zjednoczonych, w którym dzieci układały zdjęcia innych dzieci według kolejności uzależnionej od stopnia sympatii, zdjęcia dzieci otyłych znalazły się na samym końcu, za fotografiami dzieci ze zniekształcona twarzą. Kiedy po 40 latach eksperyment powtórzono, okazało się, że siła niechęci do otyłych dzieci wzrosła o 40%.
Przyczyny otyłości tłumaczy psycholog Aleksandra Sarna następująco: Jedzenie ma działanie kojące – co wynika z fizjologicznego związku nastroju z apetytem – ale jednocześnie staje się przyczyną przeżywania negatywnych emocji – przede wszystkim poczucia winy związanego z tyciem, ale również obniżonej samooceny i obniżonego samopoczucia. Te negatywne emocje poniekąd prowokują do ponownego sięgnięcia po jedzenie, które daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa i spełnienia oraz zmniejsza stany napięcia psychicznego, a więc skutecznie podnosi nastrój.
Kirk zauważa również, że jedzenie może być formą karania siebie, usprawiedliwiania życiowej porażki i testowania miłości. […] Jakie jest zatem dziecko XXL? Głodne i samotne. Odrzucone przez rodziców i grono rówieśnicze. Nie znajdując możliwości zaspokojenia głodu emocjonalnego, coraz więcej je. Jest coraz grubsze. Koło się więc zamyka. (A. Sarna, Głodne uczuć dzieci XXL,
„Style. Inspiracje, pasje, styl życia. Magazyn Śląski” 2012, nr 31 (październik), s.6-9.).
Jacek znalazł wyjście z tego błędnego koła; okazał się bardziej dojrzały od swojej nadopiekuńczej matki, która histerycznie reagowała zawsze wtedy, gdy przygotowane przez nią w wielkiej ilości bardzo kaloryczne jedzenie nie było zjadane. Psychologowie, a zwłaszcza psychoterapeuci twierdzą, że wszystko jedno od kogo zaczyna się leczyć rodzinę. Zawsze znajdzie się w tej najmniejszej komórce społecznej delegat, ktoś, kto coś chce zmienić w swoim życiu i w swojej rodzinie. Jego praca powoduje, że inne relacje w rodzinie także zostają uleczone. Tak jest i w rodzinie Jacka. Poprawiają się jego relacje z ojcem i siostrami. On sam, pracując nad sobą, okazuje się być delegatem, to on podpowiada ojcu, by spróbował pomóc najgorzej zachowującej się siostrze Natalii. Żywe i wspierające go kontakty z ciotką i później z Adrianną nie są też bez znaczenia.

Danuta Bula

Powieść gimnazjalna

nk-2006Czytując powieści przeznaczone dla młodzieży, odnoszę wrażenie, iż powstaje nowa odmiana prozy obyczajowej – powieść gimnazjalna. Termin ten można by odnieść także do dwu kolejnych w dorobku Barbary Ciwoniuk książek: Własny pokój i Ten gruby. Ich bohaterami są uczniowie gimnazjum, dziewczęta i chłopcy, stawiający czoła wymaganiom, które niesie współczesny świat i wiek dorastania.

Tytuły obu powieści nie brzmią obco dla wykształconego, dorosłego czytelnika: mamy wszak w pamięci utwór Ireny Jurgielewiczowej Ten obcy, zaliczany do klasyki literatury dla młodzieży, oraz słynny esej Wirginii Woolf Własny pokój, lekturę obowiązkową każdej feministki. Jednakże trop aluzji literackich okazuje się w tym przypadku fałszywy.

Bohaterami obu powiązanych fabularnie utworów Ciwoniuk są Zachary i Jacek, gimnazjaliści. Fabuła Własnego pokoju skupia się na doświadczeniach Zacharego, Jacek jest jego przyjacielem, który w pewnym momencie znika, nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego kolega zerwał kontakty. Historię Jacka od tego momentu poznajemy na kartach Tego grubego. Podobny zabieg tworzenia powieści, których fabuła toczy się równolegle, wykorzystała Anna Łacina w utworach Kradzione róże i Czynnik miłości.

Wkraczając w świat zaprezentowany we Własnym pokoju, możemy łatwo odnaleźć typowe elementy, z których konstruowane są teksty dla młodzieży: dom, szkoła i rówieśnicy. Narrator i główny bohater to trzynastolatek wychowywany przez matkę, jego rodzice są rozwiedzeni. Zachary opisuje swój sposób radzenia sobie z tą sytuacją: przemilczanie pewnych kwestii, wspieranie matki i jednoczesna złość na nią, że nadal kocha ojca. Jeden z jego przyjaciół – Alfi dorasta w rodzinie alkoholików, drugi – Cyryl jest dzieckiem zamożnych stomatologów, którzy nie potrafią mu ofiarować niczego oprócz drogich prezentów.

Najciekawszym wątkiem w tej powieści są wydarzenia związane z Alfim. Chłopcy poznali się w dość nietypowych okolicznościach. Alfons, bo tak miał naprawdę na imię, najpierw obronił Zacharego przed pobiciem w szkole, później ukradł mu telefon. To chłopak powtarzający klasę, zarabia na jedzenie, zbierając puszki. Do jego sytuacji odnosi się tytułowy własny pokój, który dla niego staje się synonimem bezpieczeństwa, spokoju i opieki, ponieważ do tej pory ich nie doświadczył. Wokół postaci Alfiego ogniskować się będą wartości budujące przesłanie powieści. Zachary pomoże mu, gdy ten ucieknie z domu, uda mu się porozumieć z wychowawcą Alfiego (a należy pamiętać, że pozytywny obraz nauczycieli nie jest częsty w utworach dla młodzieży), dzięki sugestiom przyjaciela odnowi relację z ojcem.

Jednym z elementów kompozycji powieści jest zaskakiwanie czytelnika – gdy nasza uwaga skupia się na śledzeniu relacji Zacharego i Alfiego, nagle w kolejnym rozdziale dowiadujemy się, że chłopak przeprowadził się do ojca, ponieważ matka musiała wyjechać na leczenie do USA. W tym przypadku taki zabieg to zaleta, sprawia, iż czytelnik uważniej przygląda się losom bohaterów, nie nudzi go ich przewidywalność. Wadą powieści jest natomiast zaskakujące rozwiązanie wątku kryminalnego dotyczącego ojca Alfiego, gdyż razi brakiem realizmu, wynikającym być może z dążenia do szczęśliwego zakończenia utworu.

W drugiej powieści autorka nadal zajmuje się nastolatkami, jakich nie dostrzegają redaktorzy kolorowych pism. Jacek, do którego odnosi się tytuł, podejmuje walkę ze swoją nadwagą. Jednak jak to zwykle bywa, musi pokonać nie tylko opór nadopiekuńczej matki, ale także brak poczucia własnej wartości. Po kolejnym pobiciu w szkole ojciec decyduje się wysłać Jacka do ciotki mieszkającej w małym miasteczku, gdzie jego siostra jest dyrektorem szkoły. Ciotka Jacka staje się łącznikiem między nim a drugą bohaterką powieści, Adrianną, dziewczyną, która w wyniku wypadku porusza się na wózku inwalidzkim. Adrianna i Jacek są wykluczeni poprzez swą sytuację ze zwyczajnego funkcjonowania z rówieśnikami – chłopak niekiedy chciałby stać się niewidzialny, dziewczyna ukryła się w domu, nie chodzi do szkoły, obserwuje świat zza firanki. Ze stanu letargu pozwala jej się wyrwać pisany przez nią blog, a przede wszystkim aprobata czytelników, jaką zaczynają ją darzyć, później pojawi się Jacek, i to z nim zdecyduje się wyjść z domu. Adrianna podobnie jak Zachary, który musiał zaakceptować zmiany w uczuciach swoich rodziców, zostanie postawiona wobec relacji z nowym partnerem matki. Nie po raz pierwszy w powieściach Ciwoniuk odbijają się w sposób interesujący zjawiska opisywane przez psychologów zajmujących się funkcjonowaniem rodzin: rozwody, stosunki z nowymi partnerami rodziców, zanik więzi między dziećmi a opiekunami.

Własny pokój i Ten gruby mogłyby stać się podstawą katalogu problemów, z jakimi stykają się współcześni gimnazjaliści: uzależnienia, doświadczenie przemocy w szkole, wykluczenie. Wydaje się, że ich podjęcie to dobra droga dla powieści gimnazjalnej, zwłaszcza gdy łączy się z realizmem językowym wynikającym między innymi z prowadzeniem narracji w pierwszej osobie.

Pisanie o tym, co dotyka młodych ludzi, co jest ich codziennością, mówienie językiem literackim, ale wykorzystującym również słownictwo potoczne, może stać się szansą na to, by odwołać alarm dotyczący czytelnictwa młodzieży.

Ilona Mazurkiewicz—Krause

Nowe Książki 9/2011

Pochwała młodzieńczej przyjaźni

klub-literacki-literaAdresowane do młodego odbiorcy książki Barbary Ciwoniuk, a ma ich pisarka już na swoim koncie kilka, przedstawiają różne przestrzenie i różnych bohaterów, jednak zawsze poruszają najczęściej pojawiające się dziś wśród młodzieży problemy. Ci, którzy powieści pisarki znają i są ich fanami, z pewnością nie oderwą się także od „Własnego pokoju” (Znak, 2011). Ci zaś, którzy jeszcze po opowieści B. Ciwoniuk nie sięgnęli, najwyższy czas by to uczynili…

„Własny pokój” jest powieścią, w której najpierw poznajemy skomplikowaną sytuację rodzinną głównego bohatera, Zacha. Chłopiec obwinia swego ojca o rozpad małżeństwa rodziców. Mieszkając jedynie z mamą, staje się jej podporą i niezwykle dojrzałym powiernikiem jej trosk. Bohater, wykazując się dużą dozą inteligencji, doskonale wie, co zrobić, by mamę pocieszyć, co ukryć, by jej nie zmartwić. W takiej sytuacji jeszcze trudniej znosić mu problemy szkolne. Zach rozpoczynając naukę w nowym gimnazjum, cieszy się, że wielu jego kolegów z poprzedniej szkoły będzie się z nim uczyć. Wkrótce jednak pozna Alfiego, przez którego życie Zacha diametralnie się zmieni.

Zach jest typem ucznia, którego uznaje się za chłopca pochodzącego z dobrego domu, takiego, któremu niczego nie brakuje. Bohater uczy się dobrze, nie sprawia rodzicom, zwłaszcza mamie, kłopotów, nie pali, nie pije alkoholu. Wkrótce jego los skrzyżuje się z losem Alfiego, który pochodzi z rodziny patologicznej, kradnie, pali, pije alkohol, nieustannie sprawia problemy w szkole. Alfi oceniany jest przez pryzmat swoich czynów, przez to jak jest ubrany, z kim się zadaje. Dopiero przyjaźń z Zachem pozwoli wydobyć na światło dzienne, skrywane w jego wnętrzu inteligencję i wrażliwość. Nikt nie wie, iż postawa Alfiego jest płaszczem ochronnym przed złem, które go dotyka, jest jedynym sposobem na przetrwanie w rzeczywistości, w której przychodzi mu żyć.

Kiedy czytamy „Własny pokój”, z napięciem śledzimy losy bohaterów, zastanawiając się, w co jeszcze Alfi wplącze ułożonego Zacha. Tych problemów przybędzie, kiedy głównemu bohaterowi zachoruje mama, kiedy chłopcu przyjdzie zamieszkać z ojcem, z którym nie będzie mógł się dogadać, kiedy Alfi będzie się ukrywał, chroniąc siebie i swą siostrę przed domem dziecka. We „Własnym pokoju” B. Ciwoniuk pokaże zwłaszcza, iż sposobem na rozwiązanie wszystkich problemów, staje się zaufanie przyjacielowi, bowiem prawdziwi przyjaciele nigdy się nie krzywdzą.

„Własny pokój” jest powieścią, w której porusza się wiele problemów. Czytelnik szybko przekonuje się, że tylko ufając przyjacielowi, nawet takiemu, przeciw któremu obraca cię cały świat, można poradzić sobie ze wszystkimi przeciwnościami. B. Ciwoniuk walczy tu ze stereotypami. Nie pozwala na wyciąganie prostych wniosków, każe się wysilić, każe przyglądając się ludziom, zaglądać do ich wnętrza, nie pozwalać sobie na plotki i oczernianie innych, którzy ostatecznie mogą się okazać bardziej wartościowymi ludźmi od tych, którzy są powszechnie szanowani. Powieść B. Ciwoniuk staje się zatem pochwałą przyjaźni, opowieścią o dawaniu szansy zwłaszcza tym, którym nikt szansy nie daje.

Magdalena Żerek

Klub Literacki Litera

Trudne jest życie nastolatka…

klub-literacki-literaPrzyjaźń, miłość, wakacje, alkohol, narkotyki i… Konopnicka. Jeśli wydaje ci się, że z tych elementów nie można stworzyć całości, przeczytaj powieść młodzieżową „Musisz to komuś powiedzieć” Barbary Ciwoniuk. A może znasz już podobne połączenie ze swojego życia?

Być może wielu młodych czytelników zapoznało się z innymi książkami Barbary Ciwoniuk – „Anią”, „Igorem”, „Rokko”, „Wszystko inne poczeka” czy „Wakacjami z gangsterem”. Po raz kolejny pisarka pokazała jak trudne jest życie, kiedy ma się kilkanaście lat. Gdy czytamy takie historie, zaczynamy rozumieć, dlaczego rodzice nieustannie martwią się o dorastające już dzieci. Kiedy jednak i oni zapoznają się z tą lekturą, szybko przekonają się, iż najlepszym sposobem na rozwiązanie wszelkich międzypokoleniowych konfliktów, jest obdarzenie się wzajemnym zaufaniem i umiejętność prowadzenia szczerych rozmów.

„Musisz to komuś powiedzieć” to powieść, która może wnieść w życie młodego człowieka wiele dobrego. W pierwszej kolejności ostrzega przed konsekwencjami upijania się i zażywania narkotyków. Pisarka nie zdecydowała się na prosty dydaktyzm, ale uderzyła w odbiorcę jak najsilniej, przedstawiając historię dziewczyny, która dzięki swojej nieuwadze, zaczęła balansować na granicy życia i śmierci. Powieść ta każe też bardzo uważnie przyglądać się swoim przyjaciołom. Czytelnik przekonuje się, że trzeba być czujnym, nawet jeśli wydaje się, że wszystko jest w porządku, bo jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do popełniania błędów. Wiele tu też jest o miłości, złudnym zauroczeniu i trafianiu na tę jedyną czy jedynego. Pisarka przypomina jednocześnie, że związki międzyludzkie mogą mieć różny charakter, a miłość narodzić może się także między osobami tej samej płci. „Musisz to komuś powiedzieć” jest bowiem nade wszystko dyskusją z homofobią. Sądzę również, że książka ta uczy czytelnika tolerancji i obiektywnego spojrzenia na otaczający go świat. Przestrzega przed bezrefleksyjnym przyjmowaniem wszelkich informacji, nawet jeśli „wychodziłyby one z ust” nauczycieli czy najbliższych. Doskonałym przykładem potwierdzającym to stwierdzenie, staje się występująca w powieści polemika z mitem Marii Konopnickiej, którą powszechnie uznaje się za doskonałego pisarza i wzór do naśladowania. Podczas warsztatów, na których podjęto się poznania życia i twórczości pisarki, bohaterowie udowadniają, że czasem warto brać pod uwagę różne argumenty, skrupulatnie przyjrzeć się wszelkim motywom działania człowieka, nim się go oceni. Nikt z nas nie wie przecież o innych wszystkiego, czasem okazuje się, że w ogóle nie znamy nawet swoich przyjaciół.

Książka Barbary Ciwoniuk jest opowieścią o życiu Mileny i jej rodziny, przyjaciół oraz znajomych. Główna bohaterka jest inteligentna, posiada jednak wiele kompleksów. Mimo wszystko, krok po kroku przekonuje się o swojej wartości. Ci zaś, których podziwiała i chciała się do nich upodobnić, okazują się być ludźmi, którzy nie zasługują na przyjaźń czy miłość. Dziewczyna zawiodła się nawet na własnej przyjaciółce, jednak mimo wszystko postanowiła wyciągnąć ją z kłopotów. W czasie wakacji rodzice Mileny obiecali zaopiekować się starszym od niej synem przyjaciółki. Przystojny i dojrzały Łukasz zawróci w głowie nie tylko jej, bo także jej koleżankom. Wcześniej jednak bohaterka zakochała się w koledze ze szkoły – Pawle. Czy dziewczyna zdecyduje się na związek z którymś z chłopców? A może na jej życiowej drodze pojawi się ktoś inny? Myślę, że więcej szczegółów zdradzić nie można, gdyż odebrałoby to radość z czytania, wiele zagadek zostanie bowiem rozwiązanych na końcu powieści.

„Musisz to komuś powiedzieć” jest książką, która pokaże, w jaki sposób unikać życiowych pułapek, choć jak wiadomo, życie czasem po prostu biegnie swoim torem i nic na to nie można poradzić. Nie mogę napisać, że wiele się z niej czytelnik nauczy, bo stwierdzenie to zionie nudą i nie zachęca do czytania. Napiszę więc, że książka Ciwoniuk jest ciekawą powieścią popularną dla młodzieży. Znajdziecie tu wszystko, czego szukacie w dobrych książkach – miłość, przyjaźń, zawiłe stosunki damsko-męskie i męsko-męskie, konflikty międzypokoleniowe, alkohol, narkotyki, rozbite rodziny, bunt nastolatków i dużo informacji na temat Konopnickiej „jakiej jeszcze nie znamy”. Za mało? Tyle wystarczy, by po przeczytaniu powieści, inaczej spojrzeć na otaczający świat!

Magdaleny Żerek

Klub Literacki Litera

Urośnie czy oklapnie?

tygodnik-powszechny[…] Zachary i Alfi

I wreszcie, już bez związku z konkursem Astrid Lindgren, trzecia rekomendacja. Na powieści Barbary Ciwoniuk czekam niecierpliwie – trzykrotnie wyróżniana i nominowana przez IBBY, nie zdobyła dotąd tytułu Książki Roku. Jest na mojej liście pisarek szczególnie cenionych. „Własny pokój” to pierwsza część cyklu dla nastolatków. Bohaterami są chłopcy – pożądana tendencja, jako że chłopców w literaturze deficyt.

Czternastoletni Zachary jest gimnazjalistą. Wychowuje go mama. Ojciec-pracoholik odszedł i rzadko widuje syna – nie znajduje czasu nawet dla swojej „narzeczonej”, dla której rozstał się z żoną. Zach trafia do nowej szkoły. Nie jest tu bezpiecznie, czego chłopak doświadcza już w pierwszych tygodniach nauki. Stając w obronie dręczonego kolegi, naraża się szkolnym zakapiorom. Przed nieuchronnym laniem obroni go nieznany wybawiciel, Alfi, na oko nie mniej niebezpieczny od napastników. Poczucie wdzięczności za pomoc każe Zacharemu w rewanżu osłonić nieznajomego, kiedy przyłapany zostanie na kradzieży. Odtąd dwaj chłopcy – przykładny jedynak i drugoroczny łobuz Alfi – zbliżają się. Nawiązuje się przyjaźń. Dom rodzinny Alfiego okazuje się być prawdziwym piekłem. Im więcej Zach dowiaduje się o przyjacielu, tym bardziej poczuwa się do pomocy. Sprawy skomplikują się, aż po kryminalny incydent. Obaj chłopcy, na rożne sposoby pozostawieni sami sobie, muszą sprostać sytuacji.

Barbara Ciwoniuk jak zawsze potrafi dobrze oddać uczucia i niedostatki dzieciaków przedwcześnie dorosłych, ze środowisk patologicznych, ubogich, zagrożonych. Jej książki dają nadzieję (czasami naiwną), że wszystko zmierza ku lepszemu, a odmiana losu zależy także od osobistych wyborów tych najsłabszych, pokrzywdzonych przez los. Zachary i Alfi budzą sympatię. Są podobni, dobrzy – każdy na swój sposób – choć ich zaplecze i środowisko są skrajnie różne.

Czekam na tom drugi cyklu: tym razem o Jacku – dręczonym klasowym grubasie, który odszedł ze szkoły po dotkliwym pobiciu, niegdyś koledze Zacharego.

Joanna Olech

„Książki w Tygodniku” 3-4/2011

Musisz to przeczytać?

nk-2006Piętnastolatka, szkoła, dom, przyjaciele i tajemnica: to zestaw elementów, jakie powinny być gwarancją, że powstanie powieść dla młodzieży, która nawet jeśli zbierze niezbyt pozytywne recenzje krytyków, spotka się z przychylnym przyjęciem młodych odbiorców. Czy z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku najnowszej książki Barbary Ciwoniuk Musisz to komuś powiedzieć, opublikowanej w nowej serii wydawnictwa „Literatura” – „Plus Minus 16″? Czy imperatyw zawarty w tytule można przekształcić w stwierdzenie: „Musisz to przeczytać”?

Pierwsze strony tekstu Ciwoniuk dają czytelnikowi wrażenie, że znajduje się w dobrze sobie znanym literackim świecie: zaczynają się wakacje, Milena, kończąca drugą klasę gimnazjum, zakochana jest w swoim koledze ze szkoły, oczywiście obok niej, zgodnie z regułami gatunku (powieść dla dziewcząt), musi pojawić się serdeczna przyjaciółka, rodzice i rodzeństwo: tym razem niesforni bracia. Początkowo nic nie zapowiada spektakularnych zwrotów akcji: Kama jedzie na wieś do dziadków, Milena, jak na prymuskę przystało, wyjeżdża na warsztaty dotyczące Konopnickiej; jednak lato, które się zaczyna, będzie bardzo ważne w ich życiu.

Lista kwestii podejmowanych w powieści przez Ciwoniuk jest dość znaczna. W czasie wakacyjnego wyjazdu Kamy oraz Mileny pojawią się zarówno narkotyki, jak i alkohol, nie wszyscy będą potrafili zachować umiar, a dobra zabawa towarzystwa zakończy się w szpitalu. Pisarka daje dość realistyczny obraz zachowania nastolatek, które zakochują się równie szybko, jak potem się odkochują i są przekonane, że ich miejsce w grupie określa powodzenie u chłopców. Pierwsze zauroczenia stają się doświadczeniem dwóch głównych dziewczęcych bohaterek – każda z nich często zmienia swoje fascynacje, co wydaje się charakterystyczne dla ich wieku.

Zróżnicowany jest obraz rodziny rysowany przez Ciwoniuk: rodzice Leny próbują otworzyć swoją kawiarnię, co w znacznym stopniu pochłania ich uwagę. Starszy brat, licealista, to roszczeniowy osobnik, który uważa, że nie został stworzony ani do gotowania, ani do sprzątania i oczekuje, iż w tej kwestii będzie wyręczać go młodsza siostra. O ile relacje Mileny z rodzicami można uznać za poprawne, gorzej jest w przypadku Kamy, wychowywanej przez samotną matkę, zajętą wyłącznie poszukiwaniem nowego partnera i dbaniem o swój wygląd. Złe stosunki ma ze swoimi rodzicami również Łukasz, trzeci z głównych bohaterów powieści. Początkowo dowiadujemy się, że został przysłany na miesiąc do rodziców Leny (ich matki się przyjaźnią), bo miał epizod związany z zażywaniem narkotyków, dopiero później okazuje się, iż największym problemem jest jego orientacja seksualna. Ojciec oraz matka nie akceptują jego homoseksualizmu i postanawiają poszukać lekarstwa, aby wyleczyć syna z tego, jak twierdzą, zaburzenia.

Pisarka podejmuje kwestię poznawania prawdy o drugim człowieku na dwóch płaszczyznach powieści. Milena, obserwując zarówno siebie, jak i ludzi, którzy ją otaczają, uświadamia sobie, co jest prawdą, a co złudzeniem, efektem zniekształconego oglądu świata. Musi zobaczyć, jak jej koleżanka jest zagubiona w relacjach z innymi, łatwo podporządkowuje się zdaniu grupy po to tylko, by zyskać jej akceptację. Będzie również konfrontować fascynacje kolejnymi chłopcami z rzeczywistością. Jednakże najciekawszym wątkiem jest kwestia biografii Marii Konopnickiej. Tu Ciwoniuk należą się pochwały za popularyzowanie tego, co lokalne – wydarzenia powieściowe umieszcza bowiem w Suwałkach, mieście, gdzie urodziła się autorka Roty. Pisarka wprowadza tę postać dzięki Milenie przygotowującej się do konkursu na esej dotyczący Konopnickiej. Pytanie, jaka była tak naprawdę pozytywistyczna nowelistka, zadane sobie przez uczniów, wiąże się z zagadnieniem granic, jakie powinni respektować biografowie znanych postaci. Kwestie: czy Konopnicka była osobą homoseksualną, jakie były jej relacje z mężem, dlaczego jedną z córek umieściła w szpitalu dla chorych psychicznie – prowadzą do refleksji na temat tego, czy istnieje prywatność twórcy, czy też jego życie staje się czymś na podobieństwo dobra wspólnego i w związku z tym każde pytanie na temat biografii wydaje się dopuszczalne. Co najważniejsze, taka wątpliwość pojawia się w głowach bohaterów, gdy dokonują identyfikacji: co byłoby, gdyby ktoś w taki sposób potraktował nasze życie? Co z prywatnością, tajemnicami? Przecież współczesny świat, zafascynowany śledzeniem tajemnic celebrytów, staje się równie łasy na ciekawostki dotyczące pisarzy.

Ciwoniuk rysuje zniuansowany obraz polskiej młodzieży, stara się pokazać zarówno jej wady, jak i zalety: uzależnienia, brak rozsądku, ale także pasje naukowe. Dzięki głównej bohaterce udaje się scalić te na pierwszy rzut oka niepasujące do siebie elementy. Ale największą zaletą tego utworu jest – powtórzę – niebanalne przypomnienie biografii niepopularnej już wśród nastolatków Konopnickiej.

Ilona Mazurkiewicz – Krause

„Nowe Książki” 4/2011

Co kryje się za tym murem

o-szkole.plJakie oni mogą mieć problemy? Prawdopodobnie każdy dorosły choć raz powiedział tak o nastolatkach. Być może przekroczenie cezury „pewnego wieku” jest niczym łyk wody ze strugi zapomnienia.

A może, gdy dopada nas dorosłe życie i jego kłopoty, to bledną przy tym zarówno własne wspomnienia z czasów nastoletnich, jak i obserwacje. A przecież, zwłaszcza te ostatnie (choć wielu ma też w tym zakresie własne doświadczenia) nie raz wskazują nam, że czas dorastania nie dla wszystkich potrafi być piękny i dobry.

Świat nastolatków jest bardzo kruchy i łatwo chwieje się w posadach. Powody mogą być różne – dla jednych problemem (poważnym, choć dorośli to bagatelizują) jest brak akceptacji własnego wyglądu, dla innych brak przyjaciół. Jeszcze inni boleśnie przeżywają rozstania rodziców, ich uzależnienia, panującą w domu biedę, marzą o posiadaniu własnego domu – czasem bardzo dosłownie. Są tacy, co głodują, marzną, kradną, żeby przeżyć. Inni „tylko” zamykają się we własnych pokojach (jeśli je posiadają) marząc, żeby świat wokół nich znormalniał choć na chwilę. Sięgają po używki. Wdają w bójki i awantury. Odrzucają autorytety. Ostentacyjnie przestają się uczyć. Sprawiają szereg problemów tzw. wychowawczych. Może w ten sposób błagają, aby świat ich zauważył. Albo zwyczajnie nie widzą powodu, żeby dawać światu coś z siebie, skoro sami nic od niego nie otrzymali.

Są wreszcie i tacy, którym kontakt z rówieśnikami, zamiast zabaw i przyjaźni, kojarzy się wyłącznie z przerażającą gehenną, o której nie śniło się żadnemu dorosłemu. A ci, którym się śniło lub nawet kiedyś przydarzyło, wyparli to z pamięci. Tymczasem rówieśnicza przemoc, w mniejszym lub większym natężeniu, nie omija nikogo. Bo tu oberwać można za wszystko. Za wygląd. Za krzywe spojrzenie. Za to że się jest młodszym lub nowym w szkole. Za to, że się nie przystaje do grupy i nie gra według jej reguł. Za koleżeństwo z „odrzuconym”. Albo w ogóle za nic.

Bohaterowie powieści Barbary Ciwoniuk „Własny pokój” borykają się z kilkoma wspomnianymi trudami nastoletniego życia. Zachary, mimo rozbitej rodziny i nieobecnego ojca, początkowo radzi sobie nieźle, choć dopiero zaczyna gimnazjum i nie do końca czuje się tam pewnie. Cyryl prawie nie widuje swoich rodziców, którzy skupiają się na zarabianiu pieniędzy, nie uczy się i nadużywa swobody. Jacek ma problemy z nadwagą, a koledzy z klasy zauważają go przeważnie wtedy, gdy potrzebują przepisać od kogoś pracę domową. „Grubasa” doskonale zauważają natomiast uczniowie starszych klas… Alfi to szkolna czarna owca. Każdy przypadek agresji, chuligaństwa czy kradzieży w szkole idzie z góry na jego konto. Zaniedbany, niechlujny, patrzący spode łba i w dodatku powtarzający klasę. „To spad, drugoroczny” – tak mówią o nim rówieśnicy. Gdzie mieszka, jakie ma warunki do nauki, czy ma co jeść, dlaczego późną jesienią chodzi bez kurtki – to już nikogo nie interesuje. – Niektórymi z nas najwyraźniej nie warto było zaprzątać sobie głowy – gorzko stwierdza Zach obserwując Alfiego i to, jak traktują go nauczyciele. Dodatkowo, chłopak nosi bardzo niefortunne imię…

Między Alfim i Zachem powoli buduje się przyjaźń i wzajemne wsparcie. Zaczyna się też… gra o przyszłość Alfiego. Bo tylko z pomocą przyjaciela chłopak ma szansę wyjść na prostą. A przetrwanie w szkole nie jest jedynym wyzwaniem, które szykuje mu życie. Rozwijająca się przyjaźń natrafia jednak na niespodziewane przeszkody. Choroba matki Zacharego, jego przeprowadzka do ojca, niespodziewana zmiana szkoły, kolejna próba adaptacji w nowej klasie, gdzie sam musi się odnaleźć wśród wrogo nastawionej do „nowego” grupy… Czy przyjaźń chłopców przetrwa i czy Zach poradzi sobie w nowych okolicznościach, mając przeciwko sobie całą klasę? Jakie jeszcze trudności będą musieli pokonać? Czy znajdą się mądrzy dorośli, którzy ich wesprą?

Książka Barbary Ciwoniuk ma spore szanse, by spodobać się nastolatkom i jednocześnie stać się pretekstem do dyskusji na tzw. trudne tematy. I to z różnych perspektyw – bo tu można rozmawiać nie tylko o tym, jak samemu poradzić sobie z problemami, ale i o tym, co można zrobić, gdy się je dostrzeże u kogoś – czy tym problemem jest dysfunkcyjna rodzina, bieda, choroba, czy wreszcie bycie ofiarą przemocy. Jak reagować, jak wspierać, jak się mądrze przyjaźnić. Ale też o tym, czy nie warto czasem poszukać pomocy u dorosłych, choćby w przypadku przemocy, z którą nastolatek nie poradzi sobie sam – ani jako ofiara, ani jako świadek. A to zagadnienie, które rodzi kolejne wyzwania – dotyczące choćby przełamania stereotypów, zaufania i dojrzałości. I to z obu stron. A może nawet bardziej dotyczy to tej formalnie dorosłej. Bo ktoś musi zrobić pierwszy krok. Zwłaszcza, że szkolna przemoc bynajmniej nie pojawiła się dopiero teraz. Być może w każdym nauczycielskim pokoju znajdą się jej byłe ofiary, które wróciły do szkoły w nadziei, że jako wychowawcy stawią czoło temu, z czym nie mogły poradzić sobie jako dzieci. Zapomniały tylko o tym, że przed wzrokiem nauczycieli wiele bywa ukryte. Czy będą w stanie zburzyć ten mur i zobaczyć, co się za nim kryje? I przekonać uczniów, że warto jednak o tym rozmawiać i czasem zaufać dorosłemu?

Barbara Ciwoniuk, Własny pokój, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011.

Agnieszka Mączyńska-Dilis

O szkole.pl

Dzielne dziewczęta i wspaniałe kobiety

poradnik-bibliotekarzaOdpowiedzialność to kolejna cecha charakteru, która dojrzewa w człowieku powoli, ale gdy już się ukształtuje, staje się dobrym fundamentem budowania relacji międzyludzkich. Szczęście ma więc Ania, tytułowa bohaterka książki Barbary Ciwoniuk (2007), której matka bierze na siebie niewdzięczne zadanie opieki nad uwiedzioną przez syna nastolatką, pomaga jej przetrwać okres ciąży, a sobie i córce ułożyć na nowo relacje z Danielem, ojcem dziecka. Myślę, że Ania, mając taki wzorzec osobowy, nigdy nie powie w analogicznej sytuacji „To nie moja sprawa”. Coraz częściej zdarza nam się bowiem, że musimy sprostać wyzwaniom, których nie oczekiwaliśmy i które nas boleśnie zaskakują.

Maria Kulik

„Poradnik Bibliotekarza” Nr 12/2010

Na kłopoty najlepszy gangster?

nk-2006Siedemnastoletnia Gabi, bohaterka nowej powieści Barbary Ciwoniuk, wyjeżdża w towarzystwie ojca na wakacje. Nie wybrali jednak żadnego kurortu, tylko pozbawioną atrakcji wioskę gdzieś na krańcu Polski, ich urlop to nie tyle odpoczynek, ile ucieczka, czas nie relaksu, ale porządkowania własnego życia. Miejsce nie jest przypadkowe, to rodzinna wieś ojca, którą niegdyś opuścił, by studiować w wielkim mieście. Wspólne wakacje stanowią okazję do zbliżenia się ojca i córki; chociaż żyli pod jednym dachem, dotąd nie byli mocno zaprzyjaźnieni. Ten wątek autorka pokazuje bardzo prawdziwie. Nie jest łatwo dorastającej dziewczynie i zamkniętemu w sobie małomównemu mężczyźnie zdobyć się na bliskość i szczere rozmowy, zwłaszcza że każde z nich ma swoje problemy, z których trudno się zwierzać. Ojciec właśnie rozstaje się z żoną, bo ta nawiązała nowy związek z innym, a Gabi przeżywa pierwszy zawód miłosny. On znajduje lekarstwo w ciężkiej pracy na gospodarstwie, ona w obserwacji z pozoru sielskiego życia mieszkańców wioski.

Spokój zostaje zburzony, kiedy we wsi wydarza się groźny wypadek samochodowy, a sprawca i zarazem poszkodowany okazuje się prawdziwym gangsterem, w dodatku poszukiwanym przez kompanów z gangu. Przypadkowo Gabi staje się powierniczką nader cennego bagażu gangstera: plecaka pełnego dokumentów, pieniędzy, kosztowności i broni. Przechowując ten „towar”, nie może już czuć się bezpieczna, jednak bardzo chce mu pomóc, bo mężczyzna jest młody, przystojny i nie ukrywa, że dziewczyna mu się podoba.

Ciwoniuk kolejno ujawnia czytelnikom głęboko skrywane tajemnice mieszkańców wioski, i te wątki są bodaj największą zaletą jej powieści. Znajdziemy tu przemoc w rodzinach i całkowitą wobec niej bezradność, a także bierność otoczenia, które o wszystkim wie, ale nie umie bądź nie chce przyjść ofiarom z pomocą. Alkoholizm, traktowany jako nieszkodliwa norma i rodzaj relaksu po ciężkiej pracy. Zaniedbywanie dzieci, może nawet niewynikające ze złej woli, ale z nadmiaru innych obowiązków. I obowiązującą powszechnie świętą zasadę niewtrącania się w cudze sprawy. Autorka ma rację — w wielu miejscach życie społeczności toczy się według takich standardów. A jej bohaterka, poznając te problemy, podejmuje postanowienie, że pomoże rozwikłać przynajmniej część z nich — i na takich optymistycznych postanowieniach jej pomoc się kończy. Trudno zresztą się dziwić. Nawet z pomocą przesympatycznego i ambitnego Romka, chłopaka, który ma pomysł na własne życie i nie boi się ryzyka podejmowania trudnych wyzwań, młodzi nie są w stanie rozplątać skomplikowanych kwestii.

Trochę tylko szkoda, że rozwiązanie wszystkich problemów i uprzątnięcie skutków nagromadzonych w ciągu wielu lat błędów bohaterów tej powieści znalazło tak prosty, że aż nieprawdopodobny finał. Autorka powierzyła bowiem te zadania specom od „brudnej roboty” i kulom ich pistoletów, także tym zabłąkanym. Szkoda. Trzeba wprawdzie uczciwie przyznać, że sprzątanie to brudna i często niewdzięczna praca, ale czy koniecznie muszą ją wykonywać gangsterzy? Zawsze ciekawsze wydaje mi się, gdy osoby dramatu porządkują swoje życie własnymi siłami, znajdują w sobie odwagę, by przyznać się przed sobą i otoczeniem, że zbłądzili, i w ich mocy jest zmagać się ze złem, a przynajmniej podjąć takie próby. Prezent od losu w postaci przypadkowej śmierci ciemiężcy rodziny wydaje się rozwiązaniem zbyt łatwym i powierzchownym, odbiera wiarę, że można i trzeba samodzielnie kształtować swój los. Może jestem naiwną idealistką, ale sądzę, że należy wskazywać młodym, iż warto takie próby podejmować. Jak widać wokół — zbyt wielu ludzi woli być biernymi obserwatorami nawet swojego własnego, mało satysfakcjonującego życia.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie jest źle, gdy bardzo skomplikowane sytuacje życiowe rozwiążą za wszystkich strzały gangsterów. Czy takie przesłanie było zamiarem autorki? Proszę przeczytać Wakacje… i samodzielnie osądzić. Ja mam wątpliwości.

Katarzyna Kotowska

„Nowe Książki” 12/2008

Creme de la creme
Zwierciadło wieku cielęcego

tygodnik-powszechnyKsiążka o wiele, wiele lepsza, niż można by zgadywać, widząc marną okładkę i takież ilustracje. Tytułowa Ania, gimnazjalistka, dorasta w rodzinie z wiecznie nieobecnym tatą. Starszy brat Daniel – jest już na studiach. Zapracowana mama opiekuje się małym Jaśkiem i schorowanym dziadkiem.
Wkrótce rodzinna harmonia zostanie zburzona, bo oto do domu wdziera się obca – nastoletnia Karolina w widocznej ciąży. Wulgarna i pospolita, budzi niechęć Ani. W odruchu rodzinnej solidarności Ania broni brata przed napastliwością obcej dziewczyny. Ale mama zachowa się zupełnie inaczej. Pora na rodzinne rachunki sumienia. Już po raz drugi Barbara Ciwoniuk jest wyróżniana przez IBBY – uprzednio za powieść „Igor”. Powtórne wyróżnienie potwierdza jakość tej prozy – aktualnej, nadążającej za dylematami współczesnych nastolatków.

Joanna Olech

„Tygodnik Powszechny”

Nie chodzić na skróty

nk-2006Ania Barbary Ciwoniuk zaczyna się tam, gdzie kończy się Igor, wcześniejsza, bardzo ciekawa książka tej autorki. Pamiętamy: Igor wdał się w bójkę z gangsterami z podwórka w obronie czci i spokoju matki. Ciężko skatowany trafił do szpitala. Na początkowych stronach nowej powieści chłopak wraca do szkoły, do pierwszej klasy w gimnazjum, w którym uczy się Ania. Między nastolatkami rodzi się delikatne uczucie. Powrót Igora do psychicznej równowagi po dramatycznych przejściach wymagał głębokiej refleksji nad motywami postępowania ludzi, nad winą i przebaczeniem. Igor nauczył się dokonywania niełatwych ocen; stał się dla Ani autorytetem moralnym. Dlatego umiał pomóc jej w uładzeniu się z pewną trudną sprawą, która wtargnęła do rodzinnego domu Ani około setnej strony powieści. Właśnie dla tego wątku książka zasługuje na wysoką ocenę i warto polecić ją nastolatkom.

Sprawa ta ma na imię Karolina, niespełna osiemnaście lat, jest w ósmym miesiącu ciąży, nie ma gdzie się podziać i bardzo potrzebuje pomocy. Ania widzi dziewczynę „pewną siebie, bezczelną i wulgarną”, arogancką i agresywną, głupią i zepsutą. Karolina szuka Daniela, ukochanego starszego brata Ani, studenta, z którego siostra jest bardzo dumna. A Karolina mówi o nim wprost „łajdak, zarozumialec, gnój”. I twierdzi, że to on jest ojcem dziecka. Ta nadzwyczajna sytuacja zaskakuje rodzinę i wymaga zdecydowanego działania. Dalej sprawy rozwijają się dynamicznie, choć nieprosto, a nastoletni czytelnik może przyjrzeć się różnym zachowaniom i postawom, zarówno niepewnym i rozchwianym, jak i dojrzałym, gotowym przyjąć odpowiedzialność. Może śledzić emocje niszczące ludzi, ale i mądre zachowania wyciszające je. Dostrzeże racje, dla których Ania powolutku łagodzi niechęć do Karoliny, a tę zmianę zawdzięcza również wrażliwemu Igorowi, który prosi „daj szansę tej dziewczynie”, bo to przecież ona potrzebuje pomocy. Czytelnik obserwuje, jak Ania dojrzewa pod wpływem tego trudnego doświadczenia.

Ale dla sprawy Karoliny najważniejsza jest postawa mamy Ani i Daniela. To bardzo dzielna kobieta. Pod nieobecność męża, prowadzącego badania w dalekiej Mongolii, sama dba o trójkę dzieci i schorowanego ojca, którego przyjęła razem z psem. Cóż, taka dzielność wpisana jest w los wielu kobiet. Tu na szczególną uwagę zasługuje heroizm i mądrość pokazane wtedy, gdy w domową stabilizację wdziera się bezdomna, bardzo zaniedbana ciężarna dziewczyna z porażającą przecież informacją: to pani syna… Mama okazuje jej wiele współczucia, „dobry, tylko zaniedbany dzieciak”, mówi o ciężarnej nastolatce. Udziela dziewczynie bardzo konkretnej pomocy: zatrzymuje w domu do czasu porodu, jedzie z nią do lekarza, do kuratora. Reakcja matki nie jest jedynie emocjonalnym odruchem, choć już i ten byłby godny zauważenia. Zachowanie wynika z jej prawości i konsekwencji. Matka Daniela nie kieruje żalu i pretensji do Karoliny, ale do syna. Nie mówi jednak o nieplanowanym ojcostwie — sięga do spraw ważniejszych, fundamentalnych dla relacji między nią i Danielem. Jest rozgoryczona jego zachowaniem, które przeczy oczywistym dla niej wartościom. Ma pretensje, że wszedł w„straszne środowisko”, gdzie balangi, alkohol i narkotyki są codziennością. „Nie spodziewałam się tego po nim”, mówi. Zdarzenia tworzące akcję powieści są przecież konsekwencją złamania przez Daniela — co z tego, że na krótko — ważnych życiowych zasad.

Piękną postacią jest również dziadek, „człowiek starej daty”. Jego obecność „wiele zmieniła w rodzinie na lepsze”, w domu zrobiło się spokojniej, życie jest lepiej uporządkowane i częściej wszyscy razem zbierają się przy stole. To właśnie dziadek pierwszy powiedział Karolinie, że cieszy się dzieckiem; to dziadkowi podziękowała ona za dobroć prośbą o wybranie imienia dla córeczki.

Powieść Ania znalazła się wśród dziesięciu książek wyróżnionych nominacją do nagrody „Książka Roku 2007″, przyznawanej przez Polską Sekcję IBBY. Ma znakomicie nakreślonych bohaterów, dynamiczną akcję, mądre i ważne przesłanie. Młodzi dojrzewają tu do trudnych moralnie wyborów, dorośli — strzegą zasad, które dają im siłę i mądrość, ocalają ich świat i nie pozwalają chodzić w życiu na skróty, niby łatwiej i wygodniej, ale często prosto w przepaść. Ania to powieść etycznie gęsta, ale i bardzo przejrzysta. Dom tworzą ludzie; ponosimy odpowiedzialność za tych, których kochamy i którzy nas kochają, mówi czytelnikom. Dziewczynka w jednym z listów do brata tak tłumaczy obecność Karoliny w ich domu: „jest tu dlatego, że Ciebie kochamy”. Może to były właśnie te słowa, które Daniel musiał usłyszeć, by wrócić?

Nie wiemy, jaki będzie dalszy los dziecka. Barbara Ciwoniuk zostawia rozstrzygnięcie wrażliwości i etycznej wyobraźni nastoletnich czytelników. To będzie dalszy ciąg sporu literatury z młodymi o życiowe pryncypia. Książki Marty Fox i Ewy Nowackiej o macierzyństwie niedorosłych matek i ojców znalazły wielu czytelników. Na pewno i po Anię sięgnie wielu, mimo paskudnej okładki, która do zainteresowania się lekturą zachęcić nie może. Ten tekst literacki naprawdę zasłużył na wyjątkowo staranną oprawę graficzną. Szkoda, że „Telbit” tak marnie wydał swoją najlepszą książkę młodzieżową.

Danuta Świerczyńska-Jelonek

„Nowe Książki” 3/2008

BARBARA CIWONIUK – IGOR

guliwer

„Guliwer” 4/2006

Agnieszka Sobich

Niewiele jest na polskim rynku wydawniczym książek, które poruszają problem niepełnosprawności w jakimkolwiek wymiarze. A jeszcze mniej jest utworów, które w szczery, prosty i piękny sposób opowiadałyby o losach głównego, niepełnosprawnego bohatera. Dlatego też trzeba wyłapywać wszelkie takie „perełki”. Jedną z nich jest książka Barbary Ciwoniuk – Igor.

Igor jest pełną ciepła i humoru powieścią dla młodzieży (głównie w wieku gimnazjalnym), osadzoną we współczesnych realiach.

Od samego początku uwaga czytelnika skupia się na głównym bohaterze, wrażliwym i inteligentnym chłopcu o imieniu Igor, który pełni rolę narratora.

Kolejne rozdziały to osobisty komentarz sytuacji, zdarzeń, problemów i osób, z którymi chłopiec spotyka się na co dzień. Igor odsłania przed czytelnikami świat, w którym być może odnajdzie się niejeden z nich…

Poznajemy Igora w momencie, kiedy rozpoczyna naukę w gimnazjum. Opowiada nam o swojej nowej klasie, kolegach i nauczycielach. Dużą część książki zajmują zaś historie związane z jego mamą, najważniejszą dla Igora osobą na świecie. Kiedy Igor był w drugiej klasie szkoły podstawowej, odszedł od nich ojciec i założył nową rodzinę. Od tego czasu Igor mieszka sam ze swoją mamą, a o ojcu wspomina bardzo rzadko z dużą niechęcią i żalem. Natomiast o swojej mamie, Selmie, opowiada nam bardzo dużo: jak wygląda, jak się zachowuje, jakie ma poglądy i zainteresowania. Dokładnie poznajemy codzienny rozkład dnia, przyjaciółki mamy – Aldonę i Grażkę – oraz wspomnienia o wspólnie spędzanych wakacjach nad morzem. Codzienne obowiązki i zasady wspólnego życia Igora i Selmy.

Pewnego dnia Igor spotyka w parku grupę robotników. Wśród nich jest Aleks. To przypadkowe spotkanie będzie miało bardzo szczęśliwe konsekwencje. Najpierw Aleks obroni chłopca przed bandą Ryżyczki, grupą chłopców z gimnazjum Igora, którzy znęcają się nad młodszymi i słabszymi kolegami. Później pomoże w domowym kryzysie z zapchanym zlewem, potem będzie jeszcze spotkanie Igora, jego mamy Selmy i Aleksa w antykwariacie „Papirus”, zakończone wizytą w cukierni.

Książka kończy się tragicznym wydarzeniem, które jednak ma bardzo pozytywne zakończenie. Igor zostaje bardzo ciężko pobity i wywieziony w odludne miejsce przez bandę chuliganów z sąsiedztwa. Wiele godzin trwa akcja poszukiwawcza, w której oprócz policji uczestniczą koledzy chłopca, sąsiedzi, koleżanki Selmy i oczywiście sama Selma i Aleks. Igor trafia z ciężkimi obrażeniami do szpitala, gdzie przez całe dnie mama i Aleks nie odstępują go. Pojawiają się również inni goście, choćby nieobecny w życiu chłopca ojciec. Spotkania przy łóżku chorego oraz robiony w tajemnicy przed Igorem remont mieszkania kończą się wielką przyjaźnią, a nawet miłością Selmy i Aleksa. Wszystko więc kończy się dobrze.

Informacja o tym, że Igor jest dyslektykiem pojawia się zaledwie w trzech z trzydziestu siedmiu rozdziałów. Dlaczego? Dlatego, że dysleksja to tylko jeden z elementów bardzo bogatego i ciekawego życia Igora. Ma ona wpływ na jego codzienne życie i zachowanie, ale nie jest czynnikiem, który w jakikolwiek sposób kieruje życiem chłopca. Z dysleksją można prowadzić normalne życie, można z jej objawami walczyć, aby nie przeszkadzała w codziennym życiu. To jest ważne przesłanie książki:

Niech wszyscy wiedzą, że to ona jest sprawczynią większości moich szkolnych niepowodzeń. Bo ja, Igor, jestem OK. (s. 66)

Bycie dyslektykiem nie umniejsza wartości człowieka. Igor jest oczytanym, ciekawym świata młodym człowiekiem, a jego szkolne problemy z ortografią i inne problemy, jakie wynikają z dysleksji, nie czynią chłopca gorszym od kogokolwiek innego.

Czemu książkę Barbary Ciwoniuk nazwałam „perełką”? Z kilku powodów.

Po pierwsze, jest to książka napisana w sposób wyjątkowo ciepły i pogodny, mimo kilku wątków bardzo tragicznych w swojej wymowie. Brak tutaj moralizatorstwa, edukowania na siłę. Jest za to dużo humoru, dystansu, a czasem i trochę ironii. Poznajemy świat i wyznawane przez Igora, głównego bohatera i jednocześnie narratora powieści, wartości.

Po drugie, jest to opowieść silnie osadzona we współczesnym świecie. Cała historia dzieje się w dużym mieście, które poznajemy dzięki różnym uwagom bohatera. Wiemy, że jeżdżą tutaj tramwaje, kiedy i gdzie prowadzone są w mieście prace remontowe, że jest park. Dalej, bohater zapoznaje nas ze swoją nową szkołą, kolegami z klasy i nauczycielami, nie brakuje także uwag o sprawdzianach, lekcjach, szkolnych obowiązkach i problemach, np. z bandą Ryżyczki, która znęca się nad młodszymi i słabszymi uczniami, żądając od nich płacenia haraczu. Wiele jest uwag dotyczących życia codziennego: sprzątanie, gotowanie, domowe zwyczaje. Są i problemy z zapchanym zlewem, i wakacje nad morzem, i pobyt w szpitalu. Współczesny świat widać również w wielu nawiązaniach do rzeczywistości pozaliterackiej, choćby w rozmowach o książkach J. K. Rowling i jej serii przygód o Harrym Potterze.

Po trzecie, relacje między postaciami literackimi powieści. Powieść Barbary Ciwoniuk napisana jest językiem młodzieżowym i opowiada o świecie widzianym oczami nastolatka. Tym bardziej więc zaskakuje, a jednocześnie staje się bardziej wiarygodnym to, w jaki sposób układają się związki między poszczególnymi bohaterami.

Najważniejszy jest związek Igora i jego mamy, Selmy. Kiedy odszedł od nich ojciec, oboje musieli na nowo uporządkować swoje życie. Bardzo budująca jest ich bliskość, oddanie i miłość wyrażana drobnymi, codziennymi gestami. Igor ma wiele do powiedzenia o swojej mamie:

Ja mam tyko ją, a ona ma tylko mnie. Ciągle mówimy sobie, że musimy trzymać się razem. Mama często powtarza, że jesteśmy jak dwa nasionka rzucone na głęboką wodę. Oboje, i ona, i ja, koniecznie musimy znaleźć swój brzeg i zapuścić na nim swoje własne, niezależne od nikogo korzenie. (s. 6)

Bliskość Igora i jego mamy wyraża się w codziennych czynnościach, w których zawsze uczestniczą razem. Choćby wieczorny rytuał czytania przed snem:

We wspólnej lekturze tego dzieła najbardziej podobało mi się to, że mama tak długo była blisko mnie, że słyszałem jej głos i że często chrypła, bo dzięki temu, podczas krótkich przerw w czytaniu, świetne udawała wilka. (s. 18)

Wspólna lektura to również wymienianie się ulubionymi tytułami, a potem dyskutowanie o nich. Jak choćby w przypadku Harry’ego Pottera, którego razem czytali.

Igor nie tylko dostrzega, ale i docenia poświęcenie mamy. W ich domu panuje układ partnerski, szczególna „domowa demokracja”. Mama mimo choroby krząta się po domu, aby wszystko przygotować, nie skupia się na sobie, zawsze najpierw myśli o Igorze, bo jest dla niej najważniejszy i jedyny. Chłopiec świetnie to wyczuwa i odwzajemnia uczucia. Zrozumienie panujące między nimi widać choćby w trakcie szczerej rozmowy o seksie, o onanizowaniu się chłopców w wieku Igora:

To dziwne, ale ta rozmowa wcale nas nie krępowała, gadaliśmy o tym jak o jakiejś grypie. (s. 23-24).

Wspólne dorastanie sprawia, że oboje wkraczają w swoje życie znacznie bardziej niż dzieje się to w przeciętnej rodzinie. Igor jest tym, który ,,ocenia” odwiedzających mamę mężczyzn, to on jej doradza jak ma się ubrać na ważne spotkanie:

[…] Bo czy fakt, że czasem zapinałem Selmie suwak kiecki na plecach był czymś niezwykłym? Albo to, że niekiedy przebiegała z łazienki do pokoju tylko w ręczniku? Że widywałem jej majtki w momencie naciągania rajstop na tyłek? Robiła to tak śmiesznie, że pękałem ze śmiechu, bo podnosiła wysoko najpierw jedną, a potem drugą nogę, żeby dobrze ułożyły się w kroku. Tworzyło to między nami pewną intymność, tylko ja oglądałem ją w tak pociesznych sytuacjach. […] Nie widziałem też niczego uwodzicielskiego w ślicznej, bardzo delikatnej bieliźnie mojej matki schnącej na suszarce nad wanną, była dla mnie częścią naszej szarej codzienności, bo dobrze wiedziałem, ile oszczędzała, by móc ją sobie kupić. […] I ona, i ja potrzebowaliśmy tej bliskości, nie było w niej żadnych seksualnych podtekstów! Głupio bym się czuł, gdyby nagle zaczęła unikać tych wszystkich sytuacji. Dopiero to stworzyłoby jakąś obcość i sztuczność między nami. (s. 95-96)

Drugą ważną osobą dla Igora jest Aleks. Ich dość szczególna i niespodziewana przyjaźń zaczyna się w parku, gdzie chłopiec spotyka grupkę pijących piwo mężczyzn. Początkowo bierze ich za „królów życia”, jak mówi Selma o tych, którzy bezczynnie przesiadują na ławkach z piwem w ręku. Igor szybko jednak przekonuje się, jak bardzo się mylił:

Chociaż na początku wziąłem go i jego kumpli za królów życia, teraz wiedziałem, że nimi nie byli, bo ciężko pracowali. (s. 52)

Los sprawia, że Igor coraz częściej spotyka Aleksa. Za każdym razem są to spotkania szczęśliwe: raz broni Igora przed bandą Ryżyczki, innym razem reperuje zepsuty kran w kuchni, aż wreszcie przypadkowe spotkanie Igora, Selmy i Aleksa w antykwariacie „Papirus” kończy się wspólną wizytą w cukierni. Później jeszcze poszukiwania zaginionego Igora i czuwanie przy jego szpitalnym łóżku.

Igor, który wychowuje się bez ojca, szuka podświadomie kontaktu z Aleksem, który szybko staje się dla niego oparciem a nawet wzorem. W pewnym momencie, widząc nić porozumienia między Aleksem i Selmą, chłopiec próbuje połączyć obie, tak drogie i ważne dla siebie osoby. Na szczęście wszystko kończy się dobrze.

Po czwarte, temat dysleksji. Świadomie wymieniam ten element dopiero na czwartym miejscu, bowiem w powieści Barbary Ciwoniuk, dysleksja nie jest problemem szczególnie wyeksponowanym. Informacja na temat dysleksji Igora pojawia się zaledwie w trzech rozdziałach na trzydzieści siedem. Jednak nie znaczy to, że temat ten potraktowany jest marginesowo czy pobieżnie. Wprost przeciwnie, autorka w sposób bardzo dokładny, obrazując temat przykładami z życia Igora, opisuje wszystkie przejawy dysleksji, a co ważniejsze pokazuje drogę, jaką przechodzi Igor i jego mama od momentu rozpoznania choroby, aż do momentu gdy potrafią z nią walczyć, a co ważniejsze oboje ją akceptują.

Umiejscowienie problemu dysleksji w przestrzeni powieściowej daje czytelnikowi jasne wskazówki: dysleksja to tylko jeden z elementów, który wpływa na życie człowieka, i nie określa go raz na zawsze. Można z dysleksją walczyć, można minimalizować skutki jej objawów. Osoba cierpiąca na dysleksję nie powinna czuć się gorszą, mniej wartościową czy mniej inteligentną. Tego właśnie dowodzi Barbara Ciwoniuk w swojej powieści — Igor jest chłopcem bardzo wrażliwym, oczytanym, inteligentnym, odpowiedzialnym. Jest po prostu dobrym człowiekiem.

Teraz spokojnie już sobie radzę ze wszystkimi przedmiotami, ale kiedyś wcale tak nie było. Już w sześciolatkach zauważyłem, że bardzo różnię się od innych. Wszyscy chłopcy w grupie byli tacy hałaśliwi i rozbrykani, a ja zawsze sterczałem gdzieś w bezpiecznym miejscu, z boku, i tylko z daleka podglądałem ich szalone wyścigi, gonitwy i walki „na niby': Przerażała mnie ich ruchliwość i nieostrożność. (s. 33)

Tymi słowami Igor zaczyna opowiadać nam o Pani Dysleksji, jak sam nazywa swoją przypadłość. Przypomina różne zdarzenia z przedszkola, szkoły a nawet domu, które z początku wprawiały go w duże zakłopotanie, a nawet wywoływały strach: czemu jestem inny? dlaczego tylko ja mam problemy z nauką, mimo tego, że dużo czytam i dużo wiem? dlaczego jestem taki beznadziejny?

Wątpliwości te wywoływane są przez kolejne odkrywane „inności” w stosunku do rówieśników: Igor boi się ruchliwości i chaosu, myśl o konieczności czytania na głos czy recytacji przed całą klasą sprawia, że drętwieje ze strachu, myli podobnie wyglądające literki, na sprawdzianach z ulubionych przedmiotów dostaje złe oceny, nie dlatego, że nie nauczył się danego materiału, ale dlatego, że źle zrozumiał polecenie itp. Strach chłopca jest potęgowany przez strach matki, która nie rozumie co się dzieje z jej dzieckiem, nie wie, jak mu pomóc. Dopiero przypadkowa lektura artykułu w gazecie na temat dysleksji wszystko wyjaśnia.

Badania w poradni psychologiczno-pedagogicznej z jednej strony wywołują kolejne frustracje, z drugiej przynoszą jednak ulgę. Kiedy zna się źródło niepowodzeń, można zacząć z nimi walczyć. Opinia pedagoga jest jasna: Igor to chłopiec o bardzo wysokiej inteligencji, a za jego szkolne niepowodzenia odpowiadają zaburzenia funkcji percepcyjno-motorycznych, czyli dysleksja. Teraz Igor potrafi już nazwać i określić swój stan umysłu:

Trudno w to uwierzyć, ale stan mojego pokoju dokładnie odzwierciedla stan mojej głowy. Na zewnątrz jestem normalny jak inni, spokojny, ale w głębi duszy zalewa mnie ocean lęków i niepokojów, z którymi muszę sobie radzić sam, bez niczyjej pomocy. Muszę pilnować się, żeby żaden z tych moich strachów nie wypłynął na zewnątrz, żeby nikt nie zauważył tego, co jest we mnie w środku. (s. 63)

Igor odkrywa „sposoby” na różne kłopotliwe efekty dysleksji. Zrozumiał na przykład, że aby samodzielnie móc wyjść rano z domu do szkoły, musi mieć uporządkowane dwie sprawy: przygotowane ubranie i odrobione lekcje. Dlatego też dba o to, aby wieczorem przygotowywać sobie ubranie na rano, tak samo jak dba o swój plecak, który pakuje przed spaniem. W ten sposób poskramia swoje największe poranne niepokoje.

W codziennej walce Igora z dysleksją, nieoceniona jest pomoc i zrozumienie ze strony mamy. Chłopiec potrzebuje jej ciepłego słowa, wysłuchania wszelkich żalów i wątpliwości, zrozumienia jego, czasem dziwnych dla osób postronnych, zachowań:

Muszę zaakceptować, że jest, ale powinienem też zacząć już z nią walczyć. Nie pozwalać, żeby brała nade mną górę, żeby mnie zdominowała. Że muszę trzymać ją zawsze pół kroku za sobą. Gdy szepcze mi: „Nie idź tam! Uważaj na siebie! Znowu się zbłaźnisz! Wycofaj się z tego!'; powinienem robić dokładnie odwrotnie, niż mi ona radzi. Czasem zaryzykować, nawet się wygłupić. Bo tylko wtedy będę wolny, będę sobą. (s. 65)

„Pani Dysleksja” wprowadza chaos do głowy Igora, myli mu kierunki, ulice, dni tygodnia, sprawia, że nie odróżnia lewej od prawej ręki, ale właśnie dlatego chłopiec wie, że musi z nią walczyć, a przede wszystkim, że może z nią walczyć. Igor wykształca więc w sobie pewne odruchy obronne, które pomagają mu w oponowaniu dysleksji. Pomaga mu w tym mama, choćby tym, że pozwala mu nie pójść do szkoły w dniu, w którym ma dyktando albo recytację wiersza. Igor od dziecka panicznie boi się wszelkich publicznych wystąpień, Selma wie zaś, że dyslektycy nie powinni recytować ani głośno czytać przy klasie, bo gdy skupiają się na technice czytania, nie rozumieją treści. Nie należy też zmuszać ich do zabaw i zajęć nastawionych na konkurencję.

Igor i Selma wspólnymi siłami dochodzą wreszcie do momentu, w którym oboje akceptują obecność dysleksji w ich życiu:

Zaakceptowałem chyba w końcu fakt, że D. jest i zawsze będzie przy mnie, a właściwie we mnie. Przestałem się tego wstydzić. To nawet wygodne, bo wszystko, co złe, co mi nie wychodzi, zwalam na nią. Jest tą gorszą, niechcianą współautorką moich wypracowań i dyktand, mąci mi z tą ortografią jak może, ale walczę z nią za pomocą słowników i komputera. I Selmy, która przywykła już do zadawanych jej ciągle pytań: „Jak się to pisze?”. Zaakceptowałem tę D. do tego stopnia, że na kartkówkach, klasówkach i sprawdzianach, obok mojego nazwiska, stawiam na kartce i jej inicjał. Niech wszyscy wiedzą, ze to ona jest sprawczynią wszystkich moich szkolnych niepowodzeń. Bo ja, Igor, jestem OK. (s. 65-66)

Autorka powieści podkreśla bardzo wyraźnie: bycie dyslektykiem nie sprawia, że jest się kimś gorszym. Ani dysleksja, ani żadna inna niepełnosprawność nie określają wartości człowieka. To tylko jeden z wielu elementów składających się na całość istoty ludzkiej. Na pewno stanowią utrudnienie w codziennym życiu, na pewno sprawiają, że osoba z dysleksją każdego dnia musi pokonywać dodatkowe przeszkody na swojej drodze, ale to nie powód, aby czuć się gorszym, wprost przeciwnie:

(..) dyslektycy z powodu swych fragmentarycznych deficytów rozwojowych muszą przy pomocy mechanizmu kompensacji „nadrabiać” zaburzone funkcje i przez to w zakresie niektórych funkcji są znacznie sprawniejsi od przeciętnych ludzi. A to już jest coś! (s. 39)

Igor Barbary Ciwoniuk to powieść dobra zarówno dla dzieci z dysleksją, jak i dzieci, które nigdy nie miały z tą przypadłością do czynienia. Sposób, w jaki autorka przedstawia dysleksje na przykładzie codziennego życia Igora, może wiele wnieść do świadomości czytelników. Tym, którzy niewiele wiedzą na jej temat, pozwoli zapoznać się z dysleksją i przede wszystkim z dyslektykami: co czują, w jaki sposób postrzegają świat, jak można im pomóc. Tym zaś, którzy dyslektykami są, pozwala przyjrzeć się sobie samym poprzez obserwacje życia i myśli Igora. Ta pozycja obserwatora siebie z zewnątrz, daje możliwość nabrania zdrowego dystansu, a także bezpiecznego odreagowania wszystkich stresów, jakie dysleksja na co dzień niewątpliwie wywołuje. Książka ta powinna stanowić również lekturę dla rodziców dzieci z dysleksją. Dzięki niej łatwiej mogliby zrozumieć, co przeżywa ich dziecko. Zrozumieliby również, jak bardzo potrzebna jest mu ich pomoc i wsparcie.