Pamiętajmy o Boyu

Boy ŻW dniu dzisiejszym obchodzimy 75. rocznicę śmierci Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Śmierci strasznej i bezsensownej, niepotrzebnej, ponieważ Boy przypadkowo znalazł się w grupie lwowskich profesorów aresztowanych wraz z rodzinami i rozstrzelanych 4 lipca 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich. Zapewne wszyscy zatrzymani tej nocy spodziewali się po Niemcach najgorszego – brutalnych przesłuchań, więzienia, wywózki, jednak nikt nie mógł przewidzieć, że będzie to ostatnia noc ich życia, która skończy się makabryczną kaźnią.

 Czego po Niemcach spodziewał się wybitny pisarz i tłumacz, humanista o nieprzeciętnych walorach umysłu – Tadeusz Boy-Żeleński, który dwa lata wcześniej uciekł przed hitlerowcami z Warszawy do Lwowa? Dlaczego tym razem nie chciał się ratować, choć miał wiele propozycji wyjazdu?

Boy przyjechał do Lwowa w pierwszych dniach września 1939 roku. Wyjazd z Warszawy zorganizował Żeleńskim bratanek Boya – Władysław, który spodziewał się, że nazwisko stryja znajduje się na niemieckiej liście proskrypcyjnej. Złośliwi i zawistni, których w powojennym środowisku emigracyjnym Polski nie brakowało, twierdzili, że Boy uciekł z Warszawy do Lwowa, by schronić się pod skrzydłami Armii Czerwonej. Zarzut ten był nieprawdziwy i nielogiczny, gdyż pisarz zjawił się we Lwowie przed 10 września, a więc w czasie, kiedy nikt się nie spodziewał, że do tego miasta wkroczą Rosjanie (co stało się 22 września). W czasie wojny i po wojnie zarzucano Boyowi sympatyzowanie z komunizmem, chociaż w Jego publikacjach z okresu lwowskiego nie było żadnych odniesień do polityki. Nie przeszkadzało to nieprzychylnym Boyowi środowiskom, często wywodzącym się z przedwojennych kręgów klerykalno-prawicowych, wytrwale niszczyć dobrej pamięci o pisarzu.

Boy-Żeleński od pierwszych publikacji był obiektem nieustannych ataków i fałszywych oskarżeń, Jego felietony i rozprawy na temat świadomego macierzyństwa, regulacji urodzeń i reformy prawa małżeńskiego (Piekło kobiet) wywoływały gwałtowny sprzeciw kręgów kościelnych i prawicowych. Krytyka twórczości Boya nasiliła się po wydaniu zbioru felietonów pt. Nasi okupanci, w których bezlitośnie wykpiwał i potępiał wpływ kleru na wiele dziedzin życia społecznego.

Bardzo nad tym bolejępisał Boy-Żeleński ale cóż począć, że gdziekolwiek wyłoni się paląca kwestia, w której ludzie głowią się i radzą, co czynić, aby na świecie było trochę lżej i trochę jaśniej, natychmiast wysuwa się złowroga czarna ręka i rozlega się grzmiący głos: – Nie pozwalamy! Nie wolno wam nic zmienić, nic poprawić.

Mimo całego autorytetu tych specjalistów od interpretowania życzeń Stwórcy wszechrzeczy, nie mogę uwierzyć, aby wola boża miała być zawsze i wszędzie układna wobec bogaczy, a bezlitosna dla biedaków; aby osłaniała swym płaszczem kłamstwo, okrucieństwo i chciwość.

Ofensywa klerykalizmu (niewiele mającego wspólnego z religią) na wszystkie dziedziny życia staje się tak gwałtowna, że danie jej odporu stanowi w obecnej chwili jedną z najważniejszych pozycji w kształtowaniu naszej przyszłości.

Boy nienawidził obłudy, dlatego drwił, prowokował i wywlekał na światło dzienne wszystkie słabostki rodaków, naruszał to, co dla wielu było nienaruszalne. Obnażał najgłębiej skrywane tajemnice z życia słynnych Polaków (Mickiewicza, Sobieskiego), burzył wieloletnie mury milczenia i zakłamania, postulował założenie Ligi Odełgania Polski. Pisząc recenzje ze sztuk teatralnych, nawet oceniając dzieła przyjaciół, zawsze bywał szczery, co zwykle oznaczało: ostry i bezlitosny.

Odważne kampanie prowadzone przez Boya w latach 1928 – 1934 sprawiły, że stał się jednym z najgłośniejszych i najbardziej atakowanych pisarzy polskich. Podczas burzliwych dyskusji toczących się na łamach prasy ciągle Mu ubliżano, złośliwie wypaczając Jego słowa, tworząc ordynarne hasła i wyzwiska, m. in. „boyszewizm”, „szabes-Boy”, ogłaszając akcję „likwidacji Boya”. Karol Irzykowski zadał Żeleńskiemu dotkliwy cios, pisząc Beniaminka (Boy nazwał tę książkę dziełem chorobliwej nienawiści), do kampanii przeciwko Niemu włączył się nawet Witkacy, dotąd… prawie przyjaciel, a na pewno bliski kolega po piórze, przyjaciel domu i żony.

Broniąc się, Boy odpowiadał swoim oponentom na łamach prasy:

Pragnę być ocenianym na podstawie własnych słów i intencji, a nie na podstawie ich stałego wypaczania.

Od dłuższego czasu jestem przedmiotem skoncentrowanego ataku, którego rosnące natężenie nienawiści niepokoi mnie czasem… jako lekarza. To już trąci psychozą! […] Nie przygważdżam kłamstw, nie demaskuję nikczemności. Może źle robię, ale doprawdy nie mam sił na to. Zełgać można w dwóch słowach, od ręki, ale na wykazanie jednego łgarstwa trzeba by nieraz stu wierszy druku.

Czy te wieloletnie napaści i polemiki mogły być pośrednią przyczyną apatii Boya-Żeleńskiego w ostatnich dwóch latach życia? Może w końcu zmęczyły Go ciągłe „boje o Boya”, zawiedli ludzie, w których mądrość i przyszłość wierzył, przeraziła kolejna bezsensowna wojna? Jako lekarz brał udział w pierwszej wojnie światowej, co wywołało Jego ogromny sprzeciw:

Boy w mundurzeWojna, przymus walczenia jest dla dojrzałego i inteligentnego mężczyzny straszliwym, tragicznym kataklizmem. Wyrywa go z dnia na dzień, z godziny na godzinę niemal z warsztatu jego pracy, ze sfery jego życia, myśli, ukochań, aby zniweczyć w nim mózg, wolę, sąd, aby go zmienić w przyrząd do zabijania i bronienia się, aby żądać odeń wszystkich przymiotów dzikiego, które „normalne” życie, cywilizacja od całych generacji w nim „tępiły”.

Czy można dosadniej protestować przeciwko ludzkiej głupocie, nieustającym walkom między bliskimi sobie narodami i manii zabijania?

Tadeusz Boy-Żeleński zawsze był niezależny ideowo, moralnie i finansowo, nieustanne batalie zahartowały Go i przyzwyczaiły do pozycji outsidera, co w sumie było zgodne z Jego charakterem. Roman Zimand napisał o Boyu: Był on w gruncie rzeczy samotnikiem. Może to brzmieć dziwnie w odniesieniu do myśliciela pogodnego, cieszącego się uznaniem, nie mogącego narzekać na brak sympatii i wielbicieli. A jednak. Boya zawsze cechowała skłonność do zajmowania postawy „przypatrującego się z boku”. Przy tym był On niezwykle wrażliwy i odpowiedzialny, bardzo cenił sobie spokój i stabilizację, dzięki skrupulatnej, ciężkiej pracy zwykle udawało mu się zapewniać rodzinie dobre warunki życia. Z domu wyniósł wysoką kulturę osobistą (takt i niespotykaną delikatność), co w starciach z chamstwem i okrucieństwem często czyniło go bezradnym. Może łatwiej byłoby Mu przetrwać we Lwowie, gdyby byli przy nim najbliżsi – żona i syn, gdyby jak zwykle wzajemnie o siebie dbali? Samotny i zdezorientowany, zmuszony do uczestniczenia w rozchwianym życiu publicznym Lwowa, niepewny postaw rodaków, nagle stracił cały impet życia, stał się dziecinnie słaby. Tytan pracy, zawsze z pasją coś tłumaczący, coś piszący „na dwie maszyny” raptem poczuł się wewnętrzne wypalony i może… świadom bezcelowości wysiłków?

Wszyscy, którzy byli świadkami ostatnich dwóch lat życia Boya, opowiadali o Jego załamaniu i bezradności:

Siedział naprzeciwko mnie poszarzały, zgarbiony, z wielkimi poduszkami pod oczami na tej jego prostokątnej twarzy. Wyglądał na starca (…) cały czas milczał – wspomina Jan Kott.

Był bezradny, stary i zdziwiony. Nie rozumiał dramatu, nie potrafiłby napisać o nim recenzji. (…) Miał w oczach coś jakby łzy – Takim widział go Zygmunt Nowakowski

W tym systemie nie może żyć człowiek, który by chciał choćby w najniklejszym stopniu wyrazić jakiś pogląd krytyczny. To najstraszniejsza niewola myśli, jaką znają dzieje. – Taką wypowiedź załamanego Boya cytował Janusz Kowalewski.

Boy nigdy nie ukrywał swojej odrazy do rzeczywistości, jaką na Lwów sprowadziła sowiecka armia i NKWD. Był przerażony prostactwem , niechlujstwem i zakłamaniem z jakim nowy porządek rzeczy był przez okupanta wprowadzany w życie. Do komunizmu w tym okresie nie tylko się nie zbliżył, ale przeciwnie, jakby się w nim załamała wiara w zdolność rasy ludzkiej do postępu. We Lwowie czuł się samotny i opuszczony. – Pisał do „Zeszytów Historycznych” Wiktor Turek.

Był w moim lwowskim mieszkaniu w przeddzień aresztowania. Zamyślony, zalękniony, oczy takie wielkie, naiwne, przerażone. Wiedział, co go czeka, a nie chciał się ratować. Był tragiczny. – Wspominała pani Rublowa.

Zapomniałem o Boyu, a to jest ważne wspomnienie. Gdy go wybrano do zarządu, wyszliśmy razem z zebrania, ja z Boyem. Była już noc, Lwów był bardzo ponury, taki sołdacki, ludność chowała się po domach, ulice absolutnie puste. (…) Boy był w jakimś strasznym stanie. No i wtedy był taki bardzo tragiczny monolog Boya, że właściwie to on już umarł, że wszystko to, co teraz nastąpi dzieje się już po śmierci, że niczego już nie oczekuje, że nie spodziewa się, aby mógł jeszcze kiedy zmartwychwstać, że (…) boi się o żonę i syna i jest bardzo nieszczęśliwy z tego powodu, że go wybrano do tego zarządu, bo to może źle się odbić na nich w Warszawie – że właściwie był ślepy i głuchy. (…)  Że tak źle się stało, że go wybrano, bo chciał stać gdzieś tam na boku, niezauważony. Byłem więc w zarządzie z Boyem: był niesłychanie lękliwy. (…) Taki jakiś człowiek truchlejącego serca. Lecz kto był odważny w tych czasach?… Tu nie chodzi o to, że był tchórzem. Nie był tchórzliwy, a tylko truchlał. Miękki, nie nadawał się do tego wszystkiego. – Tak wspominał Boya z tego okresu Aleksander Wat.

Lwów w latach 1939-1941 był niebezpiecznym tyglem, gniazdem rodzących się i zwalczających się nacjonalizmów. Dla wielu Ukraińców najazd Sowietów nie był okupacją, lecz wyzwoleniem, ich narodowe aspiracje często negatywnie odbijały się na żyjących obok sąsiadach – Polakach i Żydach. Gdy 30 czerwca 1941 roku do Lwowa wszedł następny okupant – Niemcy, antagonizmy i podziały wśród ludności jeszcze bardziej się skomplikowały. Dla wielu Polaków był to czas niepewności i strachu, czas, w którym nikt uczciwy i wrażliwy nie umiał się odnaleźć. Wszyscy musieli kierować się własną intuicją, byli zdani na własne decyzje.

Boy pocztówkaBoy był świadom niebezpieczeństwa, jakie mu groziło. Znajomi i przyjaciele – świadkowie jego ostatnich dni – zgodnie twierdzą, że w tych trudnych czasach, okupacji sowieckiej i niemieckiej, był pod nieustanną presją, przerażony tym, co się wokół Niego działo.

Mimo nacisków przyjaciół i znajomych Boy nie opuścił Lwowa ani wtedy, gdy do miasta weszła Armia Czerwona, ani wówczas, gdy zbliżały się do niego niemieckie wojska.

W 1939 roku Zygmunt Nowakowski dwukrotnie namawiał go do wyjazdu za granicę, wskazując możliwość przedostania się do Paryża.

Boy nie chciał opuścić Polski w jesieni 1939 r. –  wspominał Nowakowski. – Został we Lwowie już pod okupacją rosyjską. (…) Przypomnę tylko, że namawiałem go do wspólnego przejścia zielonej granicy. Odmówił stanowczo. (…) Jeszcze raz ponowiłem atak, mówiąc, że powinien ze mną razem próbować dostać się do Francji. Potrząsnął głową przecząco. Został we Lwowie, huczącym od czołgów sowieckich i od głośnej, a przesmutnej pieśni czerwonych żołnierzy. Potem, najpierw w Paryżu, później tutaj, w Anglii, zrodziły się rozmaite plotki na temat jego rzekomej współpracy z bolszewikami. Niektórzy ludzie bili się w piersi, przysięgając, że podpisał jakiś cyrograf. Że się zaprzedał z duszą i ciałem. Utrzymywali tak ludzie, żyjący tu w dostatku i pełnym bezpieczeństwie, ludzie, którzy nigdy nie byli pod władzą bolszewików. Nie wierzyłem tej baśni i jeszcze bardziej nie wierzę dzisiaj. Boy został w Polsce zarówno jesienią 1939 r., jak w lecie 1941 r.

Nie chciał też ewakuować się w głąb Rosji z bolszewikami, gdy w 1941 roku padła taka propozycja. Był to protest, którym wydawał na siebie wyrok śmierci. Wyrok został wykonany przez hitlerowców – opowiadał Janusz Kowalewski.

We Lwowie czuł się samotny i opuszczony; marzył o wydostaniu się spod okupacji sowieckiej, przy czym nie ciągnęło go wcale na Zachód, a planował przedostanie się do rodziny, do Warszawy. O rodzinie też ciągle wspominał, a pomijał milczeniem moje napomknienia o możliwości wydostania się przez Węgry do Francji – wspominał Wiktor Turek.

Ponownie starałam się namówić go do zamieszkania na razie w świetnie zakonspirowanym pokoju przy ul. Chopina 3; mógł tam pójść natychmiast, a po kilku dniach ewentualnie wyjechać do Warszawy, zresztą planów na dalszą metę i tak nie można było robić w danej chwili. Odmówił. – Wspominała Wanda Ładniewska-Blankenheimowa.

Również Leon Chwistek, zaprzyjaźniwszy się we Lwowie z Żeleńskim, w 1941 roku tłumaczył mu, że czekanie na przyjście Niemców jest niebezpieczne. Przypomniał o losie profesorów krakowskich i namawiał do wyjazdu do Związku Radzieckiego. Boy wahał się, lecz został.

Wieczorem 3 lipca 1941 roku (w czwartek) do mieszkania Greków, u których mieszkał Żeleński, przyszli Niemcy. Wszystkich aresztowanych tego dnia intelektualistów czekała straszna noc w bursie Abrahamowiczów, a 4 lipca o świcie – kaźń. Według wstrząsających zeznań świadków profesorowie czwórkami sprowadzani byli na skraj przygotowanego dołu, który miał być ich wspólnym grobem…

Nie podejmuję się odtworzyć doznań Boya na chwilę przed rozstrzelaniem – poruszająco kończy biografię Boya Józef Hen. – O czym myślał Mędrzec? Jak żegnał się z życiem? Wobec wymierzonej lufy karabinu nie ma mędrca. Wiedział, że to koniec. Stanie się, co się ma stać. Zrobi się ciemno – i będzie cisza. I stało się. Padł strzał.

Boy pominkPonieważ wokół pobytu Boya-Żeleńskiego we Lwowie i prowadzonej tam przez Niego działalności powstało wiele nieporozumień i zafałszowań, Józef Hen nie ustaje w walce o dobre imię pisarza, czemu daje wyraz w licznych wywiadach. Dla przykładu przytoczę fragmenty dwóch rozmów:

Paweł Goźliński: Gdyby Boya wywieźli, byłby dziś narodowym bohaterem i nikomu by nie przyszło do głowy zarzucać mu kolaboracji.
Józef Hen: Bardzo to panu potrzebne, żebyśmy tym kosztem mieli dodatkowego bohatera? Moim zdaniem zarzut kolaboracji może przyjść do głowy tylko chorej. Oczywiście mógł się postawić i tym samym popełnić samobójstwo. Ale ja przypomnę: Rydz-Śmigły uznał przed wojną, że król Stanisław August nie zasługuje na uroczysty pogrzeb, bo w czasie wojny polsko-rosyjskiej powinien był stanąć na czele polskich wojsk i zginąć na polu bitwy. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1939 roku, sam Rydz nie poszedł na czele wojsk i nie zginął. Nie popełnił samobójstwa, tylko uciekł do Rumunii. (…) Są tacy ludzie, którzy uważają, że dopiero rzucając się na bagnety, walczy się o wolność. Ale to rzucanie na bagnety zalecają innym – nie sobie. (…) Gdyby przyjąć punkt widzenia tych zaciekłych czyścioszków, to Sienkiewicz i Prus byli kolaborantami, bo zamiast pisać „do szuflady”, wydawali pod carską cenzurą i każda książka, także ta dla pokrzepienia serc, była oznaczona rosyjskim stemplem „dozwoleno cenzuroju”. A cóż dopiero Mickiewicz! To dopiero kolaborant! Pisał wiernopoddańcze listy, bo chciał wyjechać za granicę. Przyznał się do tego: „łudziłem despotę”. (…) Boy, moim zdaniem, nie potrzebuje żadnego alibi. We Lwowie robił to, co dało się zrobić, i co w tamtych warunkach było najlepsze i najpotrzebniejsze: pisał i wykładał po polsku. Nie ma problemu Boya. Jest tylko problem rzucanych na niego oszczerstw.

(„Gazeta Wyborcza”, wywiad z 22.01.1999 r.)

Donata Subbotko: Poświęcił pan Boyowi kawałek życia. Co by powiedział na dzisiejsze kołtuństwo?
Józef Hen: Nie podzielałem, przynajmniej po wojnie, złudzeń Boya z lat 20., że świat będzie coraz lepszy, bardziej moralny przez rozwój techniki, wyzwolenie kobiet, zbliżenie warstw społecznych. Boy się łudził tak do początku lat 30. Kiedy Hitler przejął władzę w Niemczech, napisał recenzję z ”Kupca weneckiego”, a w niej wyraził obawę, że zło może wrócić. I stawał się coraz bardziej melancholijny. (…) Natomiast jeśli chodzi o twórczość, to pojawia się nieraz poczucie spełnienia, ale nie szczęścia. Chwilą ulgi jest ta, kiedy człowiek stawia ostatnią kropkę i myśli: cholera, napisałem. Kiedy skończyłem książkę o Boyu, to podniosłem kieliszek, nalałem sobie – i się popłakałem. (…) Bo jego życie było takie tragiczne.

(„Gazeta Wyborcza” wywiad z 26.04.2013 r.)

Na koniec tego smutnego wspomnienia zacytuję jeszcze ostatnie słowa z książki Pana Józefa Hena:

Nie ma grobu Boya Żeleńskiego. Została twórczość, oczywiście – jest czym się żywić. I została pamięć… Jest co chronić.

smolna-11Żal serce ściska, że Boy-Żeleński, ten ciągle aktualny, fenomenalny Twórca dwóch epok – Młodej Polski i Dwudziestolecia międzywojennego, wciąż nie ma w Polsce, poza popiersiem na krakowskich Plantach, żadnego miejsca upamiętnienia. Po przeprowadzce Iskier ze Smolnej 11 przestał istnieć Salon Boya stworzony przez dr Uchańskiego, będący dotąd wizytówką tego szacownego Wydawnictwa.

 

 

 

Bibliografia:

Józef Hen – Boy-Żeleński. Błazen-wielki mąż, PWN, Warszawa, 2008

Barbara Winklowa – Boyowie. Zofia i Tadeusz Żeleńscy, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2001

Barbara Winklowa – Boy we Lwowie 1939-1941, OW POKOLENIE, OW RYTM, Warszawa, 1992

Roman Zimand – Boy-moralista w: Pismach, tom XV, PIW, Warszawa, 1958

Strona poświęcona Boyowi prowadzona przez Panią Monikę Śliwińską: http://boy-zelenski.pl/

Pustynia Błędowska

Między spotkaniami w Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu – Dąbrówka, Czubatka i Pustynia Błędowska.

Przyrodnicy ostrzegają, że leżącej na pograniczu województw śląskiego i małopolskiego Pustyni Błędowskiej, zwanej „polską Saharą”, grozi zagłada. Obecnie teren ten objęty jest programem Natura 2000. Prowadzona jest odnowa obszaru, która ma spowodować, że zarośnięta drzewami i krzewami pustynia odzyska swój pierwotny charakter. Warto wiedzieć, że na Pustyni Błędowskiej realizowana była część scen z ekranizacji Faraona Bolesława Prusa.

Panorama pustyni od strony Dąbrówki (355 m n.p.m.)

Dąbrówka 1 Dąbrówka 2

i ze szczytu Czubatki (382 m n.p.m.)

Czubatka 1Czubatka 2

I odpoczynek na Eurocampingu w Błędowie wśród oBłędnych bzów :)

Błędów 2oBłędne bzy

 

 

Tajemniczy wywiad z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim

Czytając książkę Józefa Hena Boy-Żeleński. Błazen – wielki mąż, natknęłam się na informację, która mnie zaciekawiła, a której Szanowny Autor bliżej nie wyjaśnił. Oto ów intrygujący fragment:

Sama krytyka teatralna – zauważa [Boy] w wywiadzie opublikowanym w „Tygodniku Ilustrowanym”, o którym wiemy, że to on go napisał – …ileż ambicji musiała nieraz drasnąć, ileż zrodzić zapiekłych namiętności odwetu!

Chodzi o wtrącenie: o którym wiemy, że to on go napisał wzmiankę prawdopodobnie dla wszystkich znawców życia i twórczości Boya oczywistą, ale dla przeciętnego czytelnika już nie. Bo cóż to za dziwny wywiad, z którego Szanowny Autor cytuje Boya, a który Boy sam napisał, skoro z definicji wywiadu wynika, że to rozmowa co najmniej dwóch osób, z których jedna zadaje pytania, a druga na nie odpowiada.

Natychmiast zajrzałam do biblii na temat Boya – wielkiej monografii biobibliograficznej autorstwa Pani Barbary Winklowej pt. Tadeusz Żeleński (Boy). Twórczość i życie, gdzie dokładnie, w formie rejestru, odnotowane są wszystkie przypadki aktywności pisarskiej i dziennikarskiej Boya, i innych na temat Boya i Jego twórczości, począwszy od roku 1895 (pierwsze sonety) po rok 1966 (kolejne wznowienie Słówek). Szkoda, że ta pożyteczna książka z 1967 roku nie doczekała się nowego, zaktualizowanego wydania, bo dzieła i tłumaczenia Boya-Żeleńskiego są wciąż wznawiane i wciąż się o nich i o ich Autorze dużo pisze.

Znaszli ten kraj BoyDzięki tej księdze dowiedziałam się, że antykwaryczny egzemplarz Znaszli ten kraj?… z 1945 roku, który mam, był czwartym wydaniem tego zbioru wspomnień Boya (pierwsze w 1932 r.). Książka ta budzi szczególny sentyment, gdyż powstała w trudnym dla Boya okresie jako antidotum przeciwko lawinie ataków, jakie posypały się na Niego po bardzo głośnych i odważnych kampaniach obyczajowych. Wydana jest w niebieskiej okładce, a Boy marzył o wznowieniu serii Biblioteka Boya w jednolitej, błękitnej oprawie; miała to być Jego tzw. Błękitna Biblioteka. Miał z nią potem Boy dużo kłopotów, co obszernie opisują wszyscy biografowie. Pani Barbara Winklowa tak wyjaśnia jej powstanie:

Większość przekładów Boya objęta jego Biblioteką nosiła piętno doby, w której powstawała, doby wojennej. Dlatego też, w miarę jak wyczerpywały się dawne przekłady, Boy postanowił  wydać na nowo całą swoją Bibliotekę – w ujednoliconym formacie, na dobrym papierze, ze starannie zrewidowanym tekstem.

Seria miała być rozprowadzana w drodze prenumeraty, Błękitną Bibliotekę miała wydawać spółka „Alfa”, która niestety zbankrutowała, więc (by nie zawieść ponad tysiąca pozyskanych subskrybentów) Boy założył własne wydawnictwo, o czym z właściwym sobie humorem poinformował czytelników:

Wyrobiłem sobie „kartę przemysłową”, przybiłem tabliczkę z firmą Biblioteka Boya na drzwiach mieszkania, jadalny pokój obróciłem na biuro. Pracuje cały dom. Od rana pakuje się, zawija, wysyła, prowadzi korespondencję.

Płótno cienkie, w dobrym gatunku, sprowadzał z Czech, jego resztki podczas okupacji odkupił od Staszka, syna Boya, Jan Marcin Szancer, na koszule – z uśmiechem dopowiada Józef Hen.

Inny Jego biograf, Roman Zimand, omawiając fakt powstania Biblioteki Boya, tak podsumowuje postawę społeczną pisarza: Boy wszystko lubił robić sam. Sam przetłumaczył literaturę francuską, i nawet wydawał ją po części własnym sumptem. Sam zajął się Mickiewiczem i Fredrą. W gruncie rzeczy kampania „rozwodowa” i „poronieniowa” miały dlań urok m. in. dlatego, że walczył sam.

Tak zajęty pisarz z niechęcią podejmował się jakichkolwiek funkcji społecznych, nic więc dziwnego, że nieraz różnym organizacjom i klubom dawał podobne do tej odpowiedzi: Nie jestem przewodniczącym; chciano mnie wybrać, ale nie mogłem się tego podjąć, mając za mało czasu nawet na własne potrzeby.

Pracowitość i rzetelność Boya-Żeleńskiego były powszechnie znane, potwierdzeniem tych cech jest Jego imponujący dorobek translatorski: Boy przetłumaczył 125 dzieł literatury francuskiej autorstwa 42 pisarzy. Od 1917 roku powstawała seria wydawnicza „Biblioteka Boya”, która objęła 97 dzieł 33 pisarzy (dane z portalu Culture.pl). Wśród tłumaczonych przez Boya autorów są m. in. Balzak, Montaigne, Proust, Molier, Racine, Monteskiusz, Diderot, Wolter, Rousseau, Musset, Stendhal, Gide. Tłumacząc klasyków francuskich, Boy z benedyktyńską cierpliwością cyzelował zdania, a korekty swoich tekstów najchętniej powierzał jedynej osobie, której całkowicie ufał – żonie, Pani Zofii Żeleńskiej.

Wielu znawców literatury (prof. Wacław Borowy) zachwycało się Jego tłumaczeniami, wskazując na artystyczne walory przekładów, na umiejętność stworzenia specyficznego, archaizowanego języka oddającego klimat klasycyzmu francuskiego (dr Tomasz Stróżyński). Prof. Jan Błoński nazwał Boya „Szekspirem przekładu”, co potwierdza kongenialność Jego przekładów.

To, że francuską klasykę literacką znamy w Polsce lepiej niż jakąkolwiek inną obcą literaturę, stanowi na pewno w głównej mierze zasługę Boya, który swym ulubionym autorom „galijskim” oddał całe bogactwo swej stylistycznej pomysłowości i wirtuozerii; to zaś, że potrafił szczerze, po swojemu „śmiać się ich śmiechem” (…) było (…) przepustką do serc rodzimych czytelników – podsumowuje dorobek translatorski Boya dr Tomasz Stróżyński.

Wracając do tajemniczego wywiadu… na stronie 446 Boyowskiej biblii Pani Winklowa napisała: W roku 1933 „Tygodnik Ilustrowany” opublikował wywiad Adama Galisa z Boyem. Dziś już wiemy, że wywiad ten Żeleński napisał sam.

Przy informacji jest odnośnik do źródła: A. Galis, Wywiad z Boyem, „Tryb. lit.” 1958, nr 33 i zaraz za nim, po cytacie z wywiadu, następny: A. Galis, Wśród zagadnień życia umysłowego. Wizyta u Boya-Żeleńskiego, „Tyg. lustr.” 1933, nr 9

„Tygodnik Ilustrowany” z 1933 roku oraz „Trybuna Literacka” z 1958 roku wyjaśniły kulisy tajemniczego wywiadu z Boyem-Żeleńskim. Okazało się, że tak naprawdę był to felieton napisany przez Boya w formie wywiadu z samym sobą. Adam Galis sugeruje, że Boy, lubiąc takie pastisze, mógł w podobny sposób „udzielać” i innych wywiadów.

tygodnik-ilustrowany-nr-9-z-1933-r tygodnik-ilustrowany-nr-9-z-1933-r-cd

Trybuna Literacka Nr 32 z 1958 r.Wg wykazu zamieszczonego w monografii Barbary Winklowej Tadeusz Żeleński (Boy). Twórczość i życie takich prasowych i radiowych rozmów z Boyem było niewiele, biorąc pod uwagę Jego popularność, bo tylko 19. W tytule jednego z nich jest zrozumiała w świetle powyższego wskazówka: wywiad własny :)

Gdy Adam Galis zatelefonował do Boya na Smolną z prośbą o wywiad, Boy kategorycznie mu odmówił, motywując to przepracowaniem, brakiem czasu i całkowitym brakiem zaufania do formy wywiadu prasowego. A gdy dziennikarz z trudem go przekonał i przyszedł, Żeleński bezpardonowo przywitał go słowami: Młody człowieku! Kradniesz mi to, co najcenniejsze, mój czas. A każda minuta to dla mnie kawałek roboty. (…) Wy zawsze coś przekręcicie, albo dodacie, lub zmyślicie, a potem prostuj człowieku wasze brednie. Nie owijając niczego w bawełnę, Boy poprosił dziennikarza o pytania, czytając je, skrzywił się jak po wypiciu szklanki octu i zaproponował, że wkrótce na nie odpowie: Proszę się zgłosić za trzy dni, po maszynopis. Propozycje zmian i skrótów proszę uzgodnić ze mną, bo już ja was znam!

Czy wiedząc, że Boy był człowiekiem szczególnie dbającym o klarowność i precyzję wypowiedzi, można się dziwić, że posuwał się do takich praktyk i „autoryzował” swoje wywiady najsolidniej, jak tylko się dało?

Na koniec jeszcze znamienny dla Niego cytat z „wywiadu” zamieszczonego w „Tygodniku Ilustrowanym” nr 9 z 1933 roku:

Ileż kolejnych faz przechodzi w głowie i na papierze każdy artykuł, zanim autor może powiedzieć: „ tak, to jest moja myśl, odpowiadam za nią!” – i położy ostatecznie swój podpis.

Cały Tadeusz Boy-Żeleński :)

 

Przypisy:

Józef Hen – Boy-Żeleński. Błazen-wielki mąż, PWN, Warszawa 2008

Barbara Winklowa – Tadeusz Żeleński (Boy). Twórczość i życie, PIW 1967

Barbara Winklowa – Boyowie. Zofia i Tadeusz Żeleńscy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001

Barbara Winklowa – Boy we Lwowie 1939-1941, OW POKOLENIE, OW RYTM, Warszawa 1992

Roman Zimand – Boy-moralista w: Pismach, tom XV, PIW, Warszawa 1958

Tomasz Stróżyński – Pracowite błazeństwo. O przekładach Tadeusza-Żeleńskiego (Boya) w: „Akcent” Nr 2-3/1991

Strona poświęcona Boyowi prowadzona przez Panią Monikę Śliwińską: http://boy-zelenski.pl/

Włodzimierz Próchnicki – Człowiek żywy. Fragmenty wykładu z konferencji związanej z 70-leciem śmierci Boya, portal: http://www.kulturaswiecka.pl/node/536

Portal http://culture.pl

Święto czekolady, konkurs recytatorski i… Własny pokój

Spotkanie zostało zaplanowane idealnie, jak chyba wszystko w trzcianeckiej Bibliotece. Świętowanie Dnia Czekolady musiało chwilę poczekać, ponieważ degustacja smakołyku była szczególna… Pani Małgosia Nowak (opiekunka młodzieżowego DKK) i klubowiczki zadbały o to, by kosztowano go z fantazją: w fondue, z owocami i podczas ożywionej dyskusji o książce. Czekolada na pewno osłodziła Czytelniczkom omawianie poważnych, pełnych goryczy wątków o trudnym życiu Alfiego :)

DKK Trzcianka DKK Trzcianka 2

A po tygodniu dziewczęta wzięły udział w kolejnym spotkaniu… To zdarzenie też nie było przypadkowe, gdyż miałam przyjemność wypełniać czas oczekiwania na wyniki uczestnikom Powiatowego Konkursu Recytatorskiego popularyzującego twórczość patronki trzcianeckiej Biblioteki – Kazimiery Iłłakowiczówny.

Trzcianka1 Trzcianka2

Niezwykła forma promocji czytelnictwa

Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 1 im. Jana Pawła II w Przeworsku postanowili zgromadzić jak najwięcej książek z autografami pisarzy i ilustratorów, jak również innych znanych Polaków.

Dzięki zaangażowaniu młodzieży i Pani Marty ze szkolnej  Biblioteki akcja rozwija się wspaniale. Kto wie, czy nie szykuje się nowy rekord Polski lub rekord księgi Guinnessa?

Po uśmiechniętych twarzach uczniów widać, że w bibliotece czują się jak w domu, a zgromadzone książki są czytane.

Facebook szkoły

Rok Sienkiewiczowski

W tym roku mija 170. rocznica urodzin i 100. rocznica śmierci Henryka Sienkiewicza. W szkołach i bibliotekach powstają kąciki „ku czci” noblisty, widać zapowiedzi ciekawych konkursów i imprez popularyzujących twórczość pisarza.

O tym, że Sienkiewicz wciąż żyje w sercach Polaków świadczy obecność Jego dzieł w rankingach najwybitniejszych książek wszech czasów (wyłonionych m.in. przez czytelników „Polityki” na koniec XX w.)

 H. Sienkiewicz

Tak to swego czasu skomentował Jerzy Pilch: Jego zwycięstwo jest zwycięstwem literatury, literatura jest sztuką opowiadania, a Sienkiewicz jest największym opowiadaczem literatury polskiej i jego fraza równej sobie nie ma. Ma i miał on też wszystkie cechy pisarza wielkiego, był noblistą, był nikczemnego wzrostu, poglądów politycznych raczej nie posiadał, a jak posiadał, to były one mgławicowe, zwłaszcza dzisiejsi myśliciele nie byliby z logiki radzi. Pisał o historii, w związku z tym miał do historii stosunek nierzetelny, lekceważył fakty, żerował na niskich instynktach, koledzy literaci darzyli go niechęcią, uczeni historycy mieli go w pogardzie, pokolenia czytelników znały go na pamięć. („Polityka”, 20.03.1999 r.)

A tak oceniał dzieła Sienkiewicza Stanisław Lem: Dochodzą mnie słuchy o narodowym spadku zainteresowania Trylogią Sienkiewicza. Wziąłem się więc do eksperymentu, polegającego na którymś tam z rzędu odczytaniu tych książek, pisanych „dla pokrzepienia serc”. Jeśli chodzi o mnie, Trylogia zdała egzamin, przede wszystkim dzięki temu, że ujawnia się, jak mawiał jej przeciwnik Gombrowicz, „wspaniałość narracji”. Trylogia stoi przede wszystkim językiem, który nie zestarzał się wcale, ponieważ do żadnej epoki nie należy. Fabuła tych książek jest miejscami taka sobie, lecz cokolwiek mają one do powiedzenia, wyrażone jest z niezrównaną celnością, pokonującą bariery czasowe. Krytycy współcześni Sienkiewiczowi rozerwali się na dwa przeciwstawne obozy: apologetów i kontestatorów. Owe skrajności czas uśmierzył. Do Trylogii można wracać tak, jak się wraca do rodzinnego domu. („Odra”, luty 2003 r.)