Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego w Kielcach

popiersie-zeromskiegoJednym z ciekawszych miejsc w Kielcach, które warto odwiedzić, jest Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego, znajdujące się na ul. Jana Pawła II 5. W budynku tym jeszcze 50 lat temu mieściło się Męskie Gimnazjum Rządowe, do którego w latach 1874 – 1886 uczęszczał Stefan Żeromski, a także inni wybitni pisarze – Bolesław Prus i Gustaw Herling-Grudziński.

Muzeum otwarto w 1964 roku z okazji 100. rocznicy urodzin Stefana Żeromskiego.

Prócz cennych rękopisów pisarza i wielu pamiątek rodzinnych znajdują się tu również aranżacje salonu Żeromskich z dworku w Ciekotach, klasy szkolnej oraz stancji uczniowskiej.

 

 

 

klasa salon

Strawczyn

s-zeromski4 km od Oblęgorka leży Strawczyn – miejsce urodzenia Stefana Żeromskiego. Akurat dziś obchodzimy 151. rocznicę jego urodzin (14.10.1864). W miejscowym kościele zachowała się metryka urodzenia wielkiego pisarza. Strawczyn nie miał szansy być miejscem bliskim Żeromskiemu, gdyż na skutek represji popowstaniowych jego rodzice stracili dobra strawczyńskie. Bliższe pisarzowi były odległe o 30 km Ciekoty, gdzie mieszkał w latach 1971 – 1883.

Ponieważ w Strawczynie nie zachował się nawet najmniejszy fragment budynku, w którym urodził się pisarz, we wsi urządzono skromne przydrożne miejsce pamięci o Stefanie Żeromskim. Są tu plansze z rysunkiem nieistniejącego gospodarstwa państwa Żeromskich oraz kalendarium życia pisarza. Jest też głaz z napisem informującym o tym, że kiedyś stał tu dom, w którym urodził się Żeromski.

  strawczyn-1strawczyn-2

Dąb Bartek

Jadąc z Ciekot do Stąporkowa, koniecznie trzeba zatrzymać się w Zagnańsku. To tu, przy drodze nr 750, rośnie jeden z najstarszych dębów w Polsce – Bartek. Potężne, 30-metrowe drzewo ma osiem konarów i od 1954 roku jako pomnik przyrody jest chroniony prawem.
Początkowo wiek Bartka oceniano na 1200 lat, lecz specjaliści zweryfikowali te dane i odmłodzili go niemalże o połowę. Wg ich badań Bartek liczy dziś 677 lat, choć rzeczywiste określenie jego wieku (według ilości słojów) nie jest możliwe ze względu na spróchnienie pnia drzewa. Żywa tkanka drewna przy samej podstawie ma grubość około 5 centymetrów.
Na początku XX wieku dąb ucierpiał podczas pożaru, a pod jego koniec – od uderzenia pioruna. Po tego typu katastrofach leczono go i „konserwowano” na różne sposoby, między innymi cementując pień drzewa, wypełniając ubytki plombami z żywicy i maskując je płatami kory. W ostatnich latach założono na Bartku instalację odgromową, a w miejsce drewnianych wsporników zainstalowano metalowe teleskopowe podpory podtrzymujące konary.
Ponieważ Bartkowi nadal grozi przewrócenie, w jego ratowanie zaangażowana jest duża grupa leśników i ludzi dobrej woli. Dalekosiężnym celem opiekunów Bartka jest zmiana podpór na łuk umieszczony nad drzewem. Konstrukcja taka pozwoli na podwieszenie konarów drzewa, by w ten sposób odciążyć pień, który jest jego najsłabszym elementem.

 Z żołędzi, które daje Bartek, specjaliści z nadleśnictwa Zagnańsk hodują młode dęby. Partia tych wyjątkowych żołędzi ma trafić do Banku Genów Leśnych w Kostrzycy jako zasób genowy, gdyż drzewa takie jak Bartek są unikatem w skali Europy. Najstarszym drzewem w kraju jest dąb Chrobry, którego udokumentowany wiek określa się na 780 lat.

 Według legend, w cieniu Bartka mieli odpoczywać m.in. Bolesław Chrobry, Władysław Jagiełło, Stanisław August Poniatowski i Jan III Sobieski.

Oblęgorek

Będąc w okolicy Kielc, nie sposób nie zajechać do Oblęgorka – daru narodu polskiego dla Henryka Sienkiewicza z okazji 25-lecia pracy literackiej. :)

Dar ten jest namacalnym dowodem na to, jak w „dawnej Polszcze” kochano autora Trylogii.
Na majątek składało się 515 mórg lasu, pola ornego, łąk, a także park i sad. Dla pisarza zakupiono inwentarz w postaci 60 sztuk bydła, 6 koni oraz maszyn i narzędzi rolniczych.
Pewien ziemianin z guberni Czernichowskiej podarował Sienkiewiczowi sadzonki sześciuset kilkuletnich lip, dzięki czemu po dziś dzień do pałacyku wiedzie aleja lipowa posadzona jesienią 1900 roku.

Na mojej stronie są już biurka Marii Konopnickiej i Aleksandra Świętochowskiego, czas na gabinet Henryka Sienkiewicza…

Ciekoty – Szklany Dom – Dworek Stefana Żeromskiego

zeromszczyznaStefan Żeromski najpiękniejsze lata dzieciństwa i młodości spędził w Ciekotach, niewielkiej wsi w województwie świętokrzyskim, w powiecie kieleckim, w gminie Masłów.

stary-dworek-zeromskich

 

Tu, u stóp góry Radostowej (451 m. n. p. m.) w latach 1753 – 1901 stał drewniany dworek, który w 1869 roku wydzierżawili Jego rodzice, Wincenty Żeromski i Józefa z Katerlów,

Przyszły pisarz mieszkał  w Ciekotach od 7 roku życia do 19 lat.

 

 

 

Budynek spłonął w 1901 r.;  w miejscu spalonego dworku w roku 2010 powstało Centrum Edukacyjne Szklany Dom i Dworek Stefana Żeromskiego. Jest to rekonstrukcja stylowego dworu polskiego, a docelowo Muzeum Stefana Żeromskiego.

dworek-odbudowany-frontdworek-odbudowany-tylciekoty-szklany-domciekoty-rzezba

W Nieborowie i w Arkadii

W ostatnie dni tego lata, bardzo jeszcze ciepłe i słoneczne, miałam przyjemność spotkać się z Czytelnikami w bibliotekach w Bolimowie i Nieborowie.

 Gminna Biblioteka Publiczna w Nieborowie nosi imię Marii Konopnickiej i nie jest to wybór przypadkowy. Nieborów oraz pobliska Arkadia to dla Konopnickiej miejsca szczególne, ponieważ Jan, ukochany syn poetki, na dłuższy czas związał się z majątkiem Michała Piotra Radziwiłła (1853-1903), właściciela pałacu w Nieborowie oraz parku w Arkadii. Konopnicka zwróciła się do księcia z prośbą o zatrudnienie Jana w charakterze „majstra zarządzającego” w nowo zbudowanym młynie nieborowskim, a potem kierowała do niego kolejne prośby: o pomoc w uzyskaniu posady „kierowniczki klasy malarstwa dla kobiet” w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie dla Marii Dulębianki, o możliwość wydania Pana Balcera w Brazylii w „Bibliotece Warszawskiej”, wreszcie – o sprzedaż Arkadii Komitetowi Jubileuszowemu, który przekazałby jej ów park jako dar narodowy z okazji ćwierćwiecza działalności literackiej.

Jan Konopnicki 14.07.1892 roku rozpoczął pracę w nieborowskim młynie nad Skierniewką, a po kilku miesiącach został zarządcą młyna w Kapitule nad Bzurą i współdzierżawcą młyna w Arkadii. W roku 1900 „przydzierżawił” na dwanaście lat park w Arkadii oraz istniejący w nim pawilon letniskowy, toteż często przebywała tam niemal cała jego rodzina; kilkakrotnie gościła u niego również Maria Konopnicka.
Niełatwo szło Janowi to gospodarowanie, skoro dwa lata później matka pisała do niego z Grazu: Rozumiem dobrze, iż trudności i wydatki rosną daleko szybciej, niż mogą wzrastać skutki Twojej pracy. (Jan ożenił się i spodziewał się już syna.) Wszelako, niech Cię to nie trwoży: jeden, dwa lata dobre i przecież jakoś wygramolisz się z tych trudności. (…) Moje stare, poczciwe chłopczysko! Zapracowuje mi się to, nie dośpi, nie doje, haruje, a jeszcze nie zawsze to wystarcza, żeby Ci spokojność zapewnić!

Zwiedzając pałac w Nieborowie, zastanawiałam się, czy Maria Konopnicka choć raz spotkała się osobiście z księciem Michałem Radziwiłłem. W jej korespondencji do niego, do znajomych i dzieci nie ma na ten temat ani słowa. Jan Wegner, wieloletni kurator nieborowskiego oddziału Muzeum Narodowego pisał, że poetka, zapewne zaproszona przez księcia, zwiedziła wkrótce manufakturę majoliki oraz pałac w Nieborowie. Kto wie, czy nie zwróciła wtedy uwagi na rzymską rzeźbę smutnej Niobe…
Konopnicka znała sztukę antyczną, w swojej twórczości często odwoływała się do mitologii. O skamieniałej z bólu Niobe (po stracie siedmiu synów i siedmiu córek) pisali Owidiusz, Ajschylos i Sofokles, zatem poetka mogła wspomnieć w wierszu o Niobe i bez zwiedzania pałacu w Nieborowie.
Monika Warneńska, biografka Konopnickiej, autorka Drugiego życia pani Marii, być może za Janem Wegnerem powtarza owo przypuszczenie: Poetka, zapewne zaproszona przez księcia po ogłoszeniu drukiem powyższego artykułu (o wyrobach manufaktury nieborowskiej, który ukazał się w 1884 r. w „Świcie”), zwiedziła fabrykę majoliki i pałac w Nieborowie.
Zapewne? Więc była zaproszona czy nie? Czy rzeczywiście spotkała się z Radziwiłłem, skoro nie wspomina o tym w zachowanej korespondencji?

W listach do dzieci Konopnicka często wspominała o Arkadii:

A wiecie? O mało się nie wplątałam w Arkadię. Janek doniósł, że Radziwiłł puszcza w dzierżawę i ogromną miałam ochotę wziąć to; tymczasem Janek wyliczył, że można by zebrać wprawdzie pieniądze na dzierżawę, ale żyć by już z tego nie można. Więc by trzeba darmo dla Radziwiłła pracować.
Wiedeń. 22.03.1899 – list do Zofii Królikowskiej

Wiesz też, Zośko, co mi przyszło do głowy? Oto gdybyście kiedy mieli nie być w Aleksandrowie, czy nie byłoby dobrze, żebyście poddzierżawili od Janka Arkadię – nie młyn – ale samą Arkadię? Ja to sobie wyobrażam tak, że opatrzylibyście domki, porobili odpowiednie starania (ogłoszenia) o wynajem, założyli nawet coś w rodzaju pensjonatu ( pokoje na lato z całym utrzymaniem), przy tym można by poza Arkadią wydzierżawić od chłopów trochę gruntu, zająć się ulepszeniem sadu owocowego w Arkadii, może nawet rybnym gospodarstwem. Zośka by też mogła na lato dać ogłoszenie, że przyjmie parę dziewczynek (których rodzice wyjeżdżają do wód i często nie wiedzą, co z dziećmi, średniakami takimi, zrobić; przy czym mogłyby i lekcji mieć jakie dwie godziny dziennie, i opiekę – jak nie można mieć lepszej – bo Twoją. Więc jak Ci się to wydaje? Byłoby sporo pracy, ale we dwoje dalibyście radę i kto wie, czy nie bardziej by się to opłaciło finansowo niż inna jaka dzierżawka. […] Coś podobnego było w Arkadii dawniej, gdy tam mieszkał Thiele i z praktycznością niemiecką sprowadzał do Arkadii dla letników produkty spożywcze, wyrabiał miody, sprzedawał mleko – itd. W całej okolicy tamtejszej są ogromne pasze, dużo bydła. Można by przez lato skupować masło, sery, w Warszawie wyrobić sobie zbyt w takim czasie, kiedy ceny są wyższe. […] Wyobrażam sobie, że Ty, Zośko, ze swoim duchem inicjatywy, z usposobieniem czynnym i energicznym, nielubiąca bezcelowego życia – mogłabyś ogromnie świetnie poprowadzić takie gospodarstwo przemysłowe. Bo tu nie tyle idzie o kapitał, co o przeróbkę produktu – a zatem o pracę. Punkt, miejsce zdaje mi się jak wybrane. Okolica żyzna, niedaleko od kolei, a zamieszkiwanie w tak uroczej miejscowości też w rachubę brać warto.
Monachium, 27.10.1900 – list do Zofii Królikowskiej

Lorka mnie zaalarmowała swoim listem co do Janka, a okazuje się, że on wcale za młynem kapitulnym nie jest i że owszem, pragnie w Arkadii odpocząć nieco. Więc cały projekt, aby się wdać w to, nie ma żadnej podstawy. W pierwszej chwili napisałam do Janka i gotowa byłam – prawie nie czekając jego odpowiedzi – pisać do Radziwiłła. Ale po zastanowieniu się postanowiłam czekać na decyzję Janka i okazało się, że właśnie bardzo dobrze się tak stało.
Florencja, 16.01.1902 – list do Zofii

I ja się bardzo cieszę tą Arkadią dla Ciebie. Taki przestwór zieleni, świeżego powietrza, swobody i tej błogosławionej ciszy, której nie przerywa szwargot Żydów i turkot dorożek. To jest niemała rzecz! Nic bym nie pragnęła więcej da siebie. Ale się tak nie składa.
Florencja, 3.05.1902 – list do Zofii

Arkadia co to jest? To rezydencja niegdyś przez Czartoryskich założona, a później dostała się Radziwiłłom – przez spadek. To jest – pięć kilometrów od Łowicza – park ogromny, z cudnymi starymi drzewami, a wśród nich rozrzucone dość fantastyczne domki, z których jeden jest gotycki – i do niego właśnie należy ta arkadia, i wieża, i pustelnia, która wygląda jak mała kaplica gotycka na wzgórzu, pod którym jest grota. Inny domek jest gotycki, inny rzymski, ten ma nawet mały dziedzińczyk zamknięty wysokim murem, pełnym bluszczów, a w murze nisze jakby kolumbaria, małe votivaria, pełno masek, kolumn, tablic marmurowych, i to wszystko autentyczne, przywiezione z licznych podróży. Jest potem tak zwana Świątynia Diany. Zupełnie grecka budowla: wewnątrz sala nakryta kopułą – światło z góry – organy (tam była biblioteka), a na fryzie napis „Dove pace trovai d’ogni mia guerra1. I jeszcze inny napis: „M’involo altrui per ritovar me stessa2. Dalej znów jest wyspa, a na niej domek nakryty strzechą słomianą, którego ściany były dawniej zwierciadlane. Śliczne to ustronie, ten domek. I jeszcze są inne.
Prócz tego pałac, zupełnie po pańsku urządzony, z tarasami, balkonami, wielkie salony, okna lustrzane – słowem książęcy dom. Przed świątynią leżą sfinksy u sadzawki, poza którą widać kolumny jakąś rzymską bramę. W parku dwa oryginalne obeliski egipskie – nie licząc szkaradnego obelisku, wzniesionego na pamiątkę pobytu w Arkadii Aleksandra I, a także sarkofagi, hermesy i rożne przedmioty starożytne. Tę Arkadię dzierżawi syn mój Janek od Radziwiłłów, którzy mieszkają w pobliskim Nieborowie.
Lwów, 3.03.1903 – list do ks. Stefana Dembińskiego

Trochę dziwią dziś te zachwyty Marii Konopnickiej nad Arkadią. Po zwiedzeniu wielu oryginalnych starożytnych miejsc w Europie (w tym we Włoszech), poetka powinna nieco krytyczniej patrzeć na to „samotne i romantyczne ustronie” Heleny z Przeździeckich Radziwiłłowej, założycielki Arkadii. Zakładanie parków romantycznych w stylu angielskim było modą wśród osiemnastowiecznych dam, wyśmiewaną m.in. przez Ignacego Krasickiego w Żonie modnej. Mimo wielu niekwestionowanych arcydzieł składających się na elementy poszczególnych budowli Arkadii, oglądając je, nie sposób dziś nie pomyśleć, że to jednak pretensjonalne, stylizowane na starożytność wymysły i fantazje próżnych, bogatych dam. Trudno uwierzyć, że owe sielsko-arkadyjskie klimaty tak się spodobały trzeźwo myślącej i pragmatycznej Konopnickiej, że rozważała perspektywę osiedlenia się na stałe w Arkadii, a nawet odważyła się zapytać Radziwiłła o możliwość sprzedaży majątku Komitetowi Jubileuszowemu, który w roku 1902 pilnie poszukiwał dla niej siedziby na dar narodowy z okazji ćwierćwiecza działalności literackiej.

Jak wiadomo, Konopnicka nie była w pełni zadowolona z Żarnowca. Nie osiadła w nim na stałe, nadal dużo podróżowała. Zastanawiam się, czy byłaby szczęśliwsza w Arkadii, gdyby Michał Piotr Radziwiłł zdecydował się sprzedać ten majątek Komitetowi Jubileuszowemu? Czy Konopnicką stać byłoby na jego utrzymanie, skoro miała problemy z dużo skromniejszym Żarnowcem? W liście do ks. Stefana Dembińskiego z dumą pisała: Ten domek z wieżą zamieszkiwałam w Arkadii. (Dom Murgrabiego?). Dziś pamiętać należy, że prócz zachowanych i odrestaurowanych budowli, kiedyś była tu jeszcze willa wzniesiona w roku 1856 przez Aleksandrę Radziwiłłową (synową Heleny). Prawdopodobnie to ją Konopnicka nazywa „pałacem” w liście do Dembińskiego: pałac, zupełnie po pańsku urządzony, z tarasami, balkonami, wielkie salony, okna lustrzane – słowem książęcy dom.
Zadłużony syn Aleksandry, Zygmunt Radziwiłł, doprowadził do zniszczenia dzieła babki i matki, rozbierając część budowli z parku i sprzedając materiały z rozbiórki jako budulec. Willę Aleksandry rozebrano w roku 1930 podczas renowacji parku, dokonanej przez ostatniego właściciela, Janusza Radziwiłła.

Dziś jedynym dowodem 11-letniego pobytu rodziny Konopnickich w Arkadii na przełomie XIX i XX w. jest tzw. Dom Konopnickiego, czyli dom, w którym mieszkał syn poetki, Jan Konopnicki. Skromny, zaniedbany budynek znajduje się poza ogrodzeniem parku i nie można go zwiedzać, ponieważ zamieszkują go lokatorzy. Ten bardzo ważny dla rodziny Konopnickich obiekt z roku na rok coraz bardziej chyli się ku upadkowi i niszczeje, gdyż nie jest remontowany. Nigdzie nie dostrzegłam tablicy upamiętniającej pobyt poetki w Arkadii, która tu kiedyś ponoć była…

Tylko w pałacowej bibliotece zauważyłam niewątpliwy ślad wpływu Marii Konopnickiej na mieszkańców Nieborowa – pięknie wydany, ośmiotomowy komplet jej Poezyi.

1 Tutaj odnalazłem pokój po każdej mojej walce (Petrarka)

2 Odbiegam drugich, by odnaleźć siebie (Horacy)

Konkurs „O Pióro Burmistrza” w Skokach

23 maja Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Skokach oraz skockie koło Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego po raz jedenasty zaprosiły pasjonatów ortografii do udziału w Konkursie Ortograficznym „O Pióro Burmistrza”. Konkurs na stałe wpisał się do kalendarza wydarzeń kulturalno-oświatowych Skoków, przez lata zyskał wielu rzeczników wśród nauczycieli, bibliotekarzy, urzędników i uczniów. Tradycja pisania dyktanda przekazywana jest przez rodziców dzieciom i przez nie kontynuowana, dzięki czemu rośnie nowe pokolenie dbające o kulturę języka. W tym roku w szranki z ortografią odważyły się stanąć 32 osoby.

Dzięki zaproszeniu biblioteki, miałam przyjemność wypełniać czas oczekiwania na wyniki uczestnikom tego prestiżowego konkursu. Spotkanie przebiegło w ciepłej atmosferze, Pani Dyrektor Elżbieta Skrzypczak zadbała o jego przebieg, nadając pięknej, kameralnej sali miły nastrój i oświetlenie.

Omawiając Igora, przypomniałam uczestnikom konkursu, że jak w każdej grupie społecznej, wśród ich bliskich i znajomych może znaleźć się około 15% osób zmagających się ze specyficznymi trudnościami w nauce pisania i czytania, często mających też problemy z ortografią, co w żaden sposób nie umniejsza ich wartości. To, że z dysleksją można prowadzić normalne, szczęśliwe życie jest najważniejszym przesłaniem tej książki.

Autorem tekstu dyktand o trzech różnych stopniach trudności był dr habilitowany Jarosław Liberek, adiunkt Instytutu Filologii Polskiej w Poznaniu, a zarazem przewodniczący poznańskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego. Komisja konkursowa wyłoniła tegorocznych zwycięzców w trzech kategoriach: Adriannę Urbaniak (osoba dorosła), Krzysztofa Pola (gimnazjum) i Paulinę Kawczyńską (szkoła podstawowa). Pióra i dyplomy wręczył Burmistrz Miasta i Gminy Skoki. Pani Dyrektor zapowiedziała zorganizowanie w niedalekiej przyszłości kolejnego ciekawego projektu – konkursu oratorskiego.

Cieszę się, że miałam zaszczyt uczestniczyć w tak ważnym i prestiżowym wydarzeniu. Obserwując ludzi z pasją, w tym swoich nauczycieli i bibliotekarzy, miejscowa młodzież ma na kim się wzorować. Takich inicjatyw nigdy za wiele.

 Dla ciekawych => teksty tegorocznych dyktand.

XXII Pomorska Wiosna Literacka

W dniach 18-22 maja mieszkańcy Słupska i okolic po raz kolejny wspólnie obchodzili XXII Pomorską Wiosnę Literacką, m. in. uczestnicząc w spotkaniach autorskich z literatami z kraju i regionu. Wydarzenie to od ponad dwudziestu lat wpisane jest do kanonu imprez kulturalnych, odbywających się w powiecie słupskim, aktywnie promujących czytelnictwo i wartościową literaturę.

W tym roku miałam zaszczyt uczestniczyć w XXII Pomorskiej Wiośnie Literackiej jako gość, zasiadając obok znakomitych kolegów po piórze: Barbary Gawryluk, Barbary Kosmowskiej, Jolanty Nitkowskiej-Węglarz, Ewy Chotomskiej, Michała Rusinka i Daniela Odii.

Uroczysta inauguracja miała miejsce w sali Teatru Rondo Słupskiego Ośrodka Kultury.


Pani Agata Szklarkowska – Dyrektor Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej w Słupsku oraz jej Zespół stworzyli wspaniały nastrój imprezy, nieustannie czuwając nad jej sprawnym przebiegiem i dbając o nas, gości, oraz o wszystkich uczestników Wiosny. Dzięki ich pracy i zaangażowaniu rzeszy niezawodnych miłośników literatury, w tym tygodniu Słupsk naprawdę rozkwitał :)

Inauguracja-zdj.donoty

Zobacz galerię zdjęć!

Skype lekturowy

Pod koniec lutego Pani Ola Bielawska z Augustowa napisała do mnie, że jej uczniowie z klasy VI właśnie czytają Igora i zapytała, czy możliwe byłoby zorganizowanie spotkania „jej dzieci” z autorką lektury na Skypie. Z listu emanował taki entuzjazm dla pracy i życzliwość dla uczniów, że nie mogłam odmówić.

augustow5I oto dziś byłam gościem na lekcji polskiego w klasie VI a Szkoły Podstawowej nr 4 w Augustowie. Rozmowa z młodymi Czytelnikami sprawiła mi dużo przyjemności, odpowiedziałam na nurtujące ich pytania związane z lekturą. Szczególnie miło zaskoczyła mnie wypowiedź Damiana, który przyznał, że Igor jest jedyną lekturą, jaką przeczytał i że dzięki niej zacznie czytać książki.

Bibliotekarka, Pani Monika Rowińska, nie bez kozery zapytała mnie o książkę Musisz to komuś powiedzieć, ponieważ szkoła nosi imię Marii Konopnickiej i jest usytuowana przy ulicy Marii Konopnickiej 5, a poetka ta jest jedną z bohaterek tej książki.

Miłe spotkanie odbyło się w szkolnej bibliotece pod troskliwym okiem Pań Oli Bielawskiej oraz Moniki Rowińskiej, za co im obu serdecznie dziękuję :)

=> Zobacz zdjęcia

Strona biblioteki