W Nieborowie i w Arkadii

W ostatnie dni tego lata, bardzo jeszcze ciepłe i słoneczne, miałam przyjemność spotkać się z Czytelnikami w bibliotekach w Bolimowie i Nieborowie.

 Gminna Biblioteka Publiczna w Nieborowie nosi imię Marii Konopnickiej i nie jest to wybór przypadkowy. Nieborów oraz pobliska Arkadia to dla Konopnickiej miejsca szczególne, ponieważ Jan, ukochany syn poetki, na dłuższy czas związał się z majątkiem Michała Piotra Radziwiłła (1853-1903), właściciela pałacu w Nieborowie oraz parku w Arkadii. Konopnicka zwróciła się do księcia z prośbą o zatrudnienie Jana w charakterze „majstra zarządzającego” w nowo zbudowanym młynie nieborowskim, a potem kierowała do niego kolejne prośby: o pomoc w uzyskaniu posady „kierowniczki klasy malarstwa dla kobiet” w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie dla Marii Dulębianki, o możliwość wydania Pana Balcera w Brazylii w „Bibliotece Warszawskiej”, wreszcie – o sprzedaż Arkadii Komitetowi Jubileuszowemu, który przekazałby jej ów park jako dar narodowy z okazji ćwierćwiecza działalności literackiej.

Jan Konopnicki 14.07.1892 roku rozpoczął pracę w nieborowskim młynie nad Skierniewką, a po kilku miesiącach został zarządcą młyna w Kapitule nad Bzurą i współdzierżawcą młyna w Arkadii. W roku 1900 „przydzierżawił” na dwanaście lat park w Arkadii oraz istniejący w nim pawilon letniskowy, toteż często przebywała tam niemal cała jego rodzina; kilkakrotnie gościła u niego również Maria Konopnicka.
Niełatwo szło Janowi to gospodarowanie, skoro dwa lata później matka pisała do niego z Grazu: Rozumiem dobrze, iż trudności i wydatki rosną daleko szybciej, niż mogą wzrastać skutki Twojej pracy. (Jan ożenił się i spodziewał się już syna.) Wszelako, niech Cię to nie trwoży: jeden, dwa lata dobre i przecież jakoś wygramolisz się z tych trudności. (…) Moje stare, poczciwe chłopczysko! Zapracowuje mi się to, nie dośpi, nie doje, haruje, a jeszcze nie zawsze to wystarcza, żeby Ci spokojność zapewnić!

Zwiedzając pałac w Nieborowie, zastanawiałam się, czy Maria Konopnicka choć raz spotkała się osobiście z księciem Michałem Radziwiłłem. W jej korespondencji do niego, do znajomych i dzieci nie ma na ten temat ani słowa. Jan Wegner, wieloletni kurator nieborowskiego oddziału Muzeum Narodowego pisał, że poetka, zapewne zaproszona przez księcia, zwiedziła wkrótce manufakturę majoliki oraz pałac w Nieborowie. Kto wie, czy nie zwróciła wtedy uwagi na rzymską rzeźbę smutnej Niobe…
Konopnicka znała sztukę antyczną, w swojej twórczości często odwoływała się do mitologii. O skamieniałej z bólu Niobe (po stracie siedmiu synów i siedmiu córek) pisali Owidiusz, Ajschylos i Sofokles, zatem poetka mogła wspomnieć w wierszu o Niobe i bez zwiedzania pałacu w Nieborowie.
Monika Warneńska, biografka Konopnickiej, autorka Drugiego życia pani Marii, być może za Janem Wegnerem powtarza owo przypuszczenie: Poetka, zapewne zaproszona przez księcia po ogłoszeniu drukiem powyższego artykułu (o wyrobach manufaktury nieborowskiej, który ukazał się w 1884 r. w „Świcie”), zwiedziła fabrykę majoliki i pałac w Nieborowie.
Zapewne? Więc była zaproszona czy nie? Czy rzeczywiście spotkała się z Radziwiłłem, skoro nie wspomina o tym w zachowanej korespondencji?

W listach do dzieci Konopnicka często wspominała o Arkadii:

A wiecie? O mało się nie wplątałam w Arkadię. Janek doniósł, że Radziwiłł puszcza w dzierżawę i ogromną miałam ochotę wziąć to; tymczasem Janek wyliczył, że można by zebrać wprawdzie pieniądze na dzierżawę, ale żyć by już z tego nie można. Więc by trzeba darmo dla Radziwiłła pracować.
Wiedeń. 22.03.1899 – list do Zofii Królikowskiej

Wiesz też, Zośko, co mi przyszło do głowy? Oto gdybyście kiedy mieli nie być w Aleksandrowie, czy nie byłoby dobrze, żebyście poddzierżawili od Janka Arkadię – nie młyn – ale samą Arkadię? Ja to sobie wyobrażam tak, że opatrzylibyście domki, porobili odpowiednie starania (ogłoszenia) o wynajem, założyli nawet coś w rodzaju pensjonatu ( pokoje na lato z całym utrzymaniem), przy tym można by poza Arkadią wydzierżawić od chłopów trochę gruntu, zająć się ulepszeniem sadu owocowego w Arkadii, może nawet rybnym gospodarstwem. Zośka by też mogła na lato dać ogłoszenie, że przyjmie parę dziewczynek (których rodzice wyjeżdżają do wód i często nie wiedzą, co z dziećmi, średniakami takimi, zrobić; przy czym mogłyby i lekcji mieć jakie dwie godziny dziennie, i opiekę – jak nie można mieć lepszej – bo Twoją. Więc jak Ci się to wydaje? Byłoby sporo pracy, ale we dwoje dalibyście radę i kto wie, czy nie bardziej by się to opłaciło finansowo niż inna jaka dzierżawka. […] Coś podobnego było w Arkadii dawniej, gdy tam mieszkał Thiele i z praktycznością niemiecką sprowadzał do Arkadii dla letników produkty spożywcze, wyrabiał miody, sprzedawał mleko – itd. W całej okolicy tamtejszej są ogromne pasze, dużo bydła. Można by przez lato skupować masło, sery, w Warszawie wyrobić sobie zbyt w takim czasie, kiedy ceny są wyższe. […] Wyobrażam sobie, że Ty, Zośko, ze swoim duchem inicjatywy, z usposobieniem czynnym i energicznym, nielubiąca bezcelowego życia – mogłabyś ogromnie świetnie poprowadzić takie gospodarstwo przemysłowe. Bo tu nie tyle idzie o kapitał, co o przeróbkę produktu – a zatem o pracę. Punkt, miejsce zdaje mi się jak wybrane. Okolica żyzna, niedaleko od kolei, a zamieszkiwanie w tak uroczej miejscowości też w rachubę brać warto.
Monachium, 27.10.1900 – list do Zofii Królikowskiej

Lorka mnie zaalarmowała swoim listem co do Janka, a okazuje się, że on wcale za młynem kapitulnym nie jest i że owszem, pragnie w Arkadii odpocząć nieco. Więc cały projekt, aby się wdać w to, nie ma żadnej podstawy. W pierwszej chwili napisałam do Janka i gotowa byłam – prawie nie czekając jego odpowiedzi – pisać do Radziwiłła. Ale po zastanowieniu się postanowiłam czekać na decyzję Janka i okazało się, że właśnie bardzo dobrze się tak stało.
Florencja, 16.01.1902 – list do Zofii

I ja się bardzo cieszę tą Arkadią dla Ciebie. Taki przestwór zieleni, świeżego powietrza, swobody i tej błogosławionej ciszy, której nie przerywa szwargot Żydów i turkot dorożek. To jest niemała rzecz! Nic bym nie pragnęła więcej da siebie. Ale się tak nie składa.
Florencja, 3.05.1902 – list do Zofii

Arkadia co to jest? To rezydencja niegdyś przez Czartoryskich założona, a później dostała się Radziwiłłom – przez spadek. To jest – pięć kilometrów od Łowicza – park ogromny, z cudnymi starymi drzewami, a wśród nich rozrzucone dość fantastyczne domki, z których jeden jest gotycki – i do niego właśnie należy ta arkadia, i wieża, i pustelnia, która wygląda jak mała kaplica gotycka na wzgórzu, pod którym jest grota. Inny domek jest gotycki, inny rzymski, ten ma nawet mały dziedzińczyk zamknięty wysokim murem, pełnym bluszczów, a w murze nisze jakby kolumbaria, małe votivaria, pełno masek, kolumn, tablic marmurowych, i to wszystko autentyczne, przywiezione z licznych podróży. Jest potem tak zwana Świątynia Diany. Zupełnie grecka budowla: wewnątrz sala nakryta kopułą – światło z góry – organy (tam była biblioteka), a na fryzie napis „Dove pace trovai d’ogni mia guerra1. I jeszcze inny napis: „M’involo altrui per ritovar me stessa2. Dalej znów jest wyspa, a na niej domek nakryty strzechą słomianą, którego ściany były dawniej zwierciadlane. Śliczne to ustronie, ten domek. I jeszcze są inne.
Prócz tego pałac, zupełnie po pańsku urządzony, z tarasami, balkonami, wielkie salony, okna lustrzane – słowem książęcy dom. Przed świątynią leżą sfinksy u sadzawki, poza którą widać kolumny jakąś rzymską bramę. W parku dwa oryginalne obeliski egipskie – nie licząc szkaradnego obelisku, wzniesionego na pamiątkę pobytu w Arkadii Aleksandra I, a także sarkofagi, hermesy i rożne przedmioty starożytne. Tę Arkadię dzierżawi syn mój Janek od Radziwiłłów, którzy mieszkają w pobliskim Nieborowie.
Lwów, 3.03.1903 – list do ks. Stefana Dembińskiego

Trochę dziwią dziś te zachwyty Marii Konopnickiej nad Arkadią. Po zwiedzeniu wielu oryginalnych starożytnych miejsc w Europie (w tym we Włoszech), poetka powinna nieco krytyczniej patrzeć na to „samotne i romantyczne ustronie” Heleny z Przeździeckich Radziwiłłowej, założycielki Arkadii. Zakładanie parków romantycznych w stylu angielskim było modą wśród osiemnastowiecznych dam, wyśmiewaną m.in. przez Ignacego Krasickiego w Żonie modnej. Mimo wielu niekwestionowanych arcydzieł składających się na elementy poszczególnych budowli Arkadii, oglądając je, nie sposób dziś nie pomyśleć, że to jednak pretensjonalne, stylizowane na starożytność wymysły i fantazje próżnych, bogatych dam. Trudno uwierzyć, że owe sielsko-arkadyjskie klimaty tak się spodobały trzeźwo myślącej i pragmatycznej Konopnickiej, że rozważała perspektywę osiedlenia się na stałe w Arkadii, a nawet odważyła się zapytać Radziwiłła o możliwość sprzedaży majątku Komitetowi Jubileuszowemu, który w roku 1902 pilnie poszukiwał dla niej siedziby na dar narodowy z okazji ćwierćwiecza działalności literackiej.

Jak wiadomo, Konopnicka nie była w pełni zadowolona z Żarnowca. Nie osiadła w nim na stałe, nadal dużo podróżowała. Zastanawiam się, czy byłaby szczęśliwsza w Arkadii, gdyby Michał Piotr Radziwiłł zdecydował się sprzedać ten majątek Komitetowi Jubileuszowemu? Czy Konopnicką stać byłoby na jego utrzymanie, skoro miała problemy z dużo skromniejszym Żarnowcem? W liście do ks. Stefana Dembińskiego z dumą pisała: Ten domek z wieżą zamieszkiwałam w Arkadii. (Dom Murgrabiego?). Dziś pamiętać należy, że prócz zachowanych i odrestaurowanych budowli, kiedyś była tu jeszcze willa wzniesiona w roku 1856 przez Aleksandrę Radziwiłłową (synową Heleny). Prawdopodobnie to ją Konopnicka nazywa „pałacem” w liście do Dembińskiego: pałac, zupełnie po pańsku urządzony, z tarasami, balkonami, wielkie salony, okna lustrzane – słowem książęcy dom.
Zadłużony syn Aleksandry, Zygmunt Radziwiłł, doprowadził do zniszczenia dzieła babki i matki, rozbierając część budowli z parku i sprzedając materiały z rozbiórki jako budulec. Willę Aleksandry rozebrano w roku 1930 podczas renowacji parku, dokonanej przez ostatniego właściciela, Janusza Radziwiłła.

Dziś jedynym dowodem 11-letniego pobytu rodziny Konopnickich w Arkadii na przełomie XIX i XX w. jest tzw. Dom Konopnickiego, czyli dom, w którym mieszkał syn poetki, Jan Konopnicki. Skromny, zaniedbany budynek znajduje się poza ogrodzeniem parku i nie można go zwiedzać, ponieważ zamieszkują go lokatorzy. Ten bardzo ważny dla rodziny Konopnickich obiekt z roku na rok coraz bardziej chyli się ku upadkowi i niszczeje, gdyż nie jest remontowany. Nigdzie nie dostrzegłam tablicy upamiętniającej pobyt poetki w Arkadii, która tu kiedyś ponoć była…

Tylko w pałacowej bibliotece zauważyłam niewątpliwy ślad wpływu Marii Konopnickiej na mieszkańców Nieborowa – pięknie wydany, ośmiotomowy komplet jej Poezyi.

1 Tutaj odnalazłem pokój po każdej mojej walce (Petrarka)

2 Odbiegam drugich, by odnaleźć siebie (Horacy)

Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.